Dziś piękna pogoda, piękny dzień i maraton po cyplach, plażach i punktach widokowych. Dzień zaczął nam się pieknym wschodem słońca nad Cancale.








Kolejnym celem był Półwysep du Grouin. Zrobiliśmy sobie wycieczkę wokół niego. Bunkry, urokliwe wysepki to był widokowy spacer. Ta skalista ostroga, ostatnia granica przed wejściem do Zatoki Mont Saint-Michel, to miejsce zapierające dech w piersiach, oferuje jedną z największych panoram w Ille-et-Vilaine.

























Kolejnym przystankiem był Le Fort du Guesclin położony na wyspie. Podczas odpływu wyspa dostępna jest suchą stopą. Pierwsza budowla w tym miejscu została wzniesiona w 1026 roku przez członka rodziny Du Guesclin i był to imponujący zamek obronny otoczony trzema wieżami i basztą, chroniony dwoma okręgami obronnymi i wyposażony w cysternę o głębokości 33 metrów. W latach 1757-1759 zrównano z ziemią starą konstrukcję i Vauban zbudował tam fort obejmujący koszary z prochownią i platformami armatnimi, aby chronić wybrzeże przed Anglikami. Straciwszy w 1826 roku swą przydatność militarną , fort został sprzedany na aukcji osobom fizycznym, a następnie przekształconony w rezydencję letniskową. W 1942 roku , podczas budowy Wału Atlantyckiego, teren został zajęty przez wojsko niemieckie, które przebudowało stare luki strzelnicze i zainstalowało tam działo przeciwlotnicze . Po wylądowaniu aliantów w 1944 r. fort wrócił w ręce cywilów, najpierw w posiadaniu burmistrza Saint-Servan, który następnie sprzedał go w 1959 r. piosenkarzowi Léo Ferré, który mieszkał tam do 1968 r., komponując tam liczne pieśni. Opuszczony po trudnym podziale majątku, fort został kupiony w 1996 roku od spadkobierców Léo Ferré przez rodzinę Porcher, która odrestaurowała budynek i od tego czasu utrzymuje tę wyjątkową rezydencję. Wyspa ta jest własnością prywatną i nie można jej zwiedzać.











A tak wygląda fort w czasie przypływu.


Przebazowanie w kolejne miejsce, na plażę Chevrets i otaczające ją klify. Plaża położona jest pomiędzy wyspą Besnard a Pointe du Meinga, do których można dotrzeć pieszo w czasie odpływu.
















Przyszła pora na obiad, ale wcześniej musieliśmy wypić butelkę różowego cydru, żeby Kasia miała czym schabowe rozbić. Tak po dwóch miesiącach zatęskniliśmy za schaboszczakami 😉







Po obiadku i sjeście ruszyliśmy do Saint-Malo, ale miasto zwiedzimy sobie już jutro. Na razie zadekowaliśmy się na ogromnym parkingu dla kamperów. 7,5 € ale z biletem bezpłatny autobus do centrum i z powrotem dla 6 osób.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
