Spotkanie z łosiem

Jak tradycja nakazuje, od rana jestem w lesie. Jak zawsze, co ładniejsze okazy prawdziwków fotografuje. Poranek wietrzny, wilgotny i od czasu do czasu kropi deszcz więc grzyby fajnie widać. Idę sobie cichutko duktem leśnym, wykręcam borowiki, aż tu nagle przez trakt przechodzi dostojnie ogromny łoś. Oczywiście szybko po telefon, ale jak to w takich przypadkach, wszystko się włącza, tylko nie aparat. Łoś znika w lesie, a ja mam zdjęcie pustej drogi. Trudno, pewnie nie raz jeszcze spotkam gościa i na pewno kiedyś uda się pstryknąć ładne foto. Nasi goście też nie próżnują i są na grzybach. Po powrocie większą część zbiorów nam oddają, bo nie bardzo mają co z tym zrobić. No to dzisiaj jest co obierać i suszyć.

Grzyby ogarnięte, teraz trasa do Chełma. Jadę po kolegę, który przez najbliższe trzy dni zaopiekuje się siedliskiem. My jedziemy załatwić kilka spraw, odwiedzić rodzinę w Beskidzie Sądeckim i przy okazji przywieziemy sobie resztę gratów, które u nich zdeponowaliśmy na czas kilkuletniej podróży kamperem.

Po powrocie wypogadza się, przestaje wiać, więc możemy odpalić ognisko i wrzucić coś na ruszt. Jedni z naszych gości się żegnają, choć ich namawialiśmy na małą biesiadę przy ognisku, ale nasi stali bywalcy są niezawodni i siadamy do wspólnego ogniska.

Impreza dosyć szybko się kończy, bo musimy się spakować na wyjazd. Kasia szkoli Bartka z obsługi kotów, bo tym razem zostają w domu.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.