Rano wracam do Polańczyka po Bartka, który śpi w hotelu. Wybieram drogę na około przez góry, bo odcinek z Wołkowyi do Polańczyka jest w remoncie i co chwile jest ruch wahadłowy. Jest stara droga z górzanki do Bereżnicy Wyżnej, kiedyś raczej offroadowa, ale teraz zaczyna się dosyć nowym asfaltem. Kończy się on tuż przed Przełęczą pod Markowską, przy szkółce leśnej, ale dalej nawet kamperem można spokojnie jechać, bo droga choć dziurawa jest w miarę ok. Na przełęczy odkrywam dosyć nową wiatę turystyczną, nie wiem kiedy powstała, bo kupę lat tu nie byłem, ale miejsce jest całkiem fajne. Co prawda przełęcz już trochę zarosła i drzewa zasłoniły widoki, ale na okolicznych łąkach można znaleźć miejsca widokowe na Połoniny.






Koło wiaty stoi kamień z tablicą pamiątkową, upamiętniającą Zygmunta Kaczkowskiego (1825–1896), polskiego powieściopisarza i poetę, który w latach 1844–1858 był właścicielem tutejszego majątku ziemskiego. Uznany w XIX wieku (przed nadejściem Henryka Sienkiewicza) król powieści historycznej, autor takich dzieł jak „Murdelio”, „Mąż szalony” czy „Grób Nieczui”. Odznaczony francuskim Orderem Narodowym Legii Honorowej.



Jadąc przez Bereżnicę zatrzymałem się też przy dawnej drewnianej cerkwi. Dawna cerkiew, obecnie kościół katolicki w Bereżnicy Wyżnej to jeden z ciekawszych zabytków drewnianej architektury sakralnej Bieszczadów. Świątynia została wzniesiona w 1830 roku (część źródeł podaje 1839) jako cerkiew greckokatolicka pw. św. Mikołaja Cudotwórcy, w miejscu wcześniejszej cerkwi, której początki sięgały 1515 roku.
Budowla ma konstrukcję zrębową i charakterystyczną dla bieszczadzkich cerkwi prostą, zwartą bryłę. Obok stoi drewniana, dwukondygnacyjna dzwonnica słupowa z 1830 roku, w której zachował się dzwon odlany w 1868 roku.
Wnętrze kryje fragmenty XIX-wiecznego ikonostasu, polichromie figuralne oraz zabytkowe wyposażenie. Po wysiedleniach ludności greckokatolickiej po 1947 roku świątynia została przejęta przez Kościół rzymskokatolicki i obecnie funkcjonuje jako kościół filialny pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny.
Cerkiew otacza dawny cmentarz, na którym zachowały się stare nagrobki. Całość, położona wśród bieszczadzkich wzgórz i z dala od głównych turystycznych tras, tworzy wyjątkowo spokojne miejsce, pozwalające poczuć klimat dawnych, wielokulturowych Bieszczadów.













Docieram do Polańczyka, śniadanie w hotelu i jedziemy z Bartkiem na spotkania z umówionymi klientami. Nie ma więc czasu na turystykę, ale na chwilę zatrzymujemy się przy wieży widokowej nad Zawozem. Trochę niefortunna ta wieża, ciut za niska i zlokalizowana na samym zakręcie drogi. Na szczęście wygospodarowano niedawno mały parking, bo wcześniej zatrzymanie się przy tej atrakcji groziło kolizją.






Późnym popołudniem zakończyliśmy służbowy objazd, odstawiłem Bartka do hotelu a sam ruszyłem w plener, ale już bardziej na biwak, by odpocząć, bo upalny dzień trochę zmęczył. Wróciłem na poranną przełęcz, bo rano zauważyłem, że powstała z niej nowa droga do Baligrodu. Kiedyś była to zamknięta szutrowa droga leśna, teraz nowy asfalt i droga dopuszczona do ruchu. Kiedyś terenówką jechałem tą drogą i pamiętam, że była tam fajna polana z kapliczką, może tam zabiwakuje? Faktycznie polanę znalazłem, powstała przy niej nawet wiata i już miałem otwierać piwo, ale okazało się, że internet działa tu bardzo słabo, a ja mam trochę pracy do zrobienia. Na te kilka dni nie zabrałem starlinka, który został na siedlisku, więc odpuściłem biwak na polanie.





Zjechałem do Baligrodu i pojechałem do Jabłonek na sprawdzonie miejsce piknikowe Nadleśnictwa Baligród. Trochę pracy na powietrzu, ale po zachodzie słońca chłód wygania mnie do kampera. Rok temu w tym miejscu odwiedził nas niedźwiedź, ciekawe czy wpadnie tym razem? Do zmroku jednak się nie pojawił, a w noc? Kto wie 😉


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
