Poranek nie zapowiadał tak fajnego dnia. Pogoda z rana słaba, nie pada, ale niebo totalnie zachmurzone. Wyjeżdżamy ze stellplatzu i problem, czytnik nie szczytuje naszej polskiej rejestracji, wycofujemy się. Mija nas Słowak i ma ten sam problem, walczy przy słupku z 10 min i szlaban go wypuszcza. Druga próba, to samo szlaban się nie otwiera, a na wyświetlaczu przekręcona nasza rejestracja. Jest przycisk do połączenia się z operatorem parkingu, naciskamy, ale nikt nie odbiera, czekamy, za nami już robi się kolejka. Po kilku minutach ktoś się zgłasza, ale ni w ząb nie rozumie po angielsku. Kasia mu literuje ale chyba źle zrozumiał i używa tylko jednego słowa, że trzeba zapłacić. No przecież zapłaciliśmy. W końcu jakiś Hiszpan za nami podchodzi i nam pomaga, opierdala gościa, i mu literuje po hiszpańsku nasze numery. Ufff szlaban się otwiera i jesteśmy wolni 😉
Nierzymski akwedukt. Akwedukty kojarzą się głównie z czasami kiedy na tych ziemiach władali rzymianie. Ten, który odwiedziliśmy na przedmieściach Pampeluny jest dużo młodszy. Acueducto de Noáin to dzieło wykonane za panowania króla Hiszpanii Karola III w celu dostarczenia wody pitnej do miasta Pampeluna. Wykorzystuje wody źródła Subiza , znajdującego się na północnym zboczu Sierra del Perdón i zaopatrującego miasto aż do 1895 roku. Projekt akweduktu zlecono początkowo francuskiemu inżynierowi Francisco Geni , ale ostatecznie został on zrealizowany w 1782 roku przez Venturę Rodrígueza przy współpracy Santosa Ángela de Ochandátegui, a później z Francisco Alejo Arangurenem. Jego długość wynosi 1 km z 96 łukami, a koszt jego budowy wyniósł 1 250 000 peset.





Yárnoz, to malutka osada, do której zajechaliśmy zaraz za Pampeluną. Jest to małe miasteczko, a najnowszy spis ludności, przeprowadzony w 2020 r., wykazał, że mieszkają tam tylko 22 osoby. Można tu zobaczyć Torre medieval de los señores. Jest to budowla obronna, wzniesiona pierwotnie w XIII wieku, choć zmiana rodzaju kamienia użytego na górnych kondygnacjach sugeruje, że powstawała ona w dwóch etapach , drugi przypada mniej więcej na okres od XIV do XV wieku. Jest to budowla na rzucie kwadratu i wysokości około piętnastu metrów, posiadała wejście z poziomu parteru i drugie na wysokości drugiego piętra, do którego wchodziło się po drabinie.


Iglesia de La Natividad – świątynia Narodzenia Pańskiego również ma korzenie średniowieczne, chociaż w późniejszych wiekach była kilkakrotnie odnawiana. Wewnątrz znajduje się piękny barokowy ołtarz z XVII wieku i przedstawia płótno z namalowanym obrazem Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Znajduje się tu również rzeźba Matki Boskiej z Dzieciątkiem na rękach, datowana na XIII wiek.




Jednak głównym celem tego dnia było miasteczko Lumbier, a dokładnie Foz de Lumbier. Wąwóz Lumbier to ciekawy kanion wydrążony przez rzekę Irati w wapiennej skale w pobliżu Sierra de Leyre . Ma nieco ponad 1 km długości i przebiega pomiędzy niemal pionowymi ścianami o wysokości od 150 do 400 m. Został uznany za rezerwat przyrody w celu ochrony ważnej kolonii ptaków drapieżnych, w tym sępa płowego i sępa egipskiego. Można śmiało powiedzieć, że sępy nam z ręki jadły, ale czy to były płowe, czy egipskie, to tego nie wiemy. Było ich naprawdę dużo krążyły nad kanonem i obsiadywały wierzchołki skał nad nim. Pod koniec znajduje się tzw Diabelski Most, jest zawalony, a by zejść do niego, trzeba się asekurować łańcuchami.
















































































Żeby nie było łatwo, po przejściu wąwozu nie wróciliśmy nim z powrotem, ale górą. Trasa dała trochę popalić. Nie wyobrażam sobie jej w lato. Dla młodzieży to pewnie pikuś, ale my się trochę zasapaliśmy. Było warto, bo widoczki też kosmiczne.

















































Pozostało już tylko zwiedzić miasteczko Lumbier. Można tu zobaczyć trzy kamienne mosty, a ciche i piękna uliczki zachęcają do spacerów. Uważa się, że obecna populacja Lumbier ma swoje korzenie w bardzo starożytnych czasach, ponieważ wśród społeczności baskijskich cytowanych przez geografów łacińskich, takich jak Pliniusz, znajdowała się społeczność Iluberritani, która tradycyjnie była kojarzona z populacją Lumbier. W Lumbier odnaleziono pozostałości rzymskie, a w pobliskiej gminie Liédena znajdują się pozostałości rzymskiej willi, którą zobaczymy już jutro. Oprócz mostów warto tu rzucić okiem na Kościół Santa María de la Asunción, to świątynia z XV wieku. Spacer po miasteczku zakończyliśmy przy piwku i zajebistą hiszpańską tortillą.




































Postanowiliśmy też pokazać wam trochę hiszpańskiej przyrody, więc czasami będziemy pokazywać i opisywać jakieś botaniczne okazy, które u nas w Polsce są nie znane. Dziś Dąb skalny, który naturalnie występuje w strefie śródziemnomorskiej: w Afryce Północnej (Algieria, Tunezja, Libia, Maroko), Europie Południowej (Portugalia, Hiszpania, Francja, Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Grecja (włącznie z Kretą), Włochy (na Sycylii i Sardynii). Macedonia i Czarnogóra) oraz w Azji Zachodniej (Cypr, Izrael, Jordania, Liban, Syria, Turcja). To zimozielone drzewo lub krzew o wysokości do 10 m i obwodzie pnia do 3 m. Liście sztywne, błyszczące, ciemnozielone i mają kolczaste ząbki na brzegach. Kwitnie od lutego do kwietnia. Roślina jednopienna: na tym samym drzewie występują zebrane w kotki kwiaty męskie i kwiaty żeńskie. Owalne żołędzie mają długość 2 cm i średnicę 1,5 cm i osadzone są w miseczkach pokrytych kolczastymi łuskami. Dojrzewają w 18 miesięcy po zapyleniu. Osiąga pionowy zasięg do 1200 m n.p.m. rośnie w lasach, zaroślach, półpustyniach. Występuje głównie na glebach kamienistych, na podłożu wapienno-dolomitowym, szczególnie na czerwonych glebach terra rossa.





Dziś zrobiliśmy na nogach 22 km. Na biwak wybraliśmy miejsce piknikowe na przedmieściach Lumbier. Przyjemny parking ze stołami piknikowymi, nad rzeką, przy starym kamiennym moscie.



Jest niedziela, więc oglądamy wieczorem naszą ulubioną Kawę na Ławę.

Chyba zaczniemy zbierać suchy chleb dla konia, tfu kota. Parchatka, kot, który zjechał prawie całą Europę, ma też swoje smaki. Kasia dogadza jej jak tylko może, ale kot jest wybredny, nie licząc miejscowych myszy. Ale np saszetki Sheby z Polski jej nie pasują, identyczne z Niemiec pałaszuje, francuskie, też jej nie leżały, hiszpańskich jeszcze nie próbowała. Ale hiszpańskie bagietki jej pasują, więc może zaoszczędzimy na wyżywieniu kota 😉



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
