Miejsce w którym jesteśmy tak uspokaja, że postanowiliśmy sobie tu zostać jeszcze jeden dzień i się ponudzić. Góry Kalimeńskie, piękna karpacka puszcza, obok szemrzący potok, czego chcieć więcej? No może przydały by się już grzyby w lesie 😉 Powoli z dnia na dzień, dociera do nas coraz bardziej, że mieszkamy w kamperze i nigdzie nam się nie śpieszy, nie musimy nigdzie wracać, więc nie musimy codziennie zwiedzać i wykorzystywać każdą chwilę wyjazdu jak kiedyś. Zjedliśmy spokojnie śniadanko, wypiliśmy kawę, Kasia sobie coś tam dziargała, a ja się zabrałem za zbieranie opału i szykowanie ogniska. Z zamrażarki wyjechały skrzydełka na obiad.


Ognisko zapłonęło, teraz musi się zrobić sporo żaru do skrzydełek. Pogoda przyjemna, w końcu trochę chłodku. Co jakiś czas przyświeca słońce, ale też trochę mży deszcz. W międzyczasie nadrabiam zaległosci komputerowe.

Po południu na ruszt wjeżdżają skrzydełka. Obiadek zjedzony, koski spalone, co by na deser nie przyszedł jakiś ursu, bo widać po kupach, że tu wpada.


W końcu w kamperze przyjemna temperatura, wiec mogłem powrócić do codziennej poobiedniej drzemko sjesty 😉 Ognisko dogasło, Kasia nadal wyszywa i tak zleciał nam fajny lajtowy dzień. Jutro już ruszamy dupki by coś nowego zobaczyć.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
