Koniec lenistwa ruszamy dalej po rumuńskich zakamarkach. Schitul carmelitan ”Sf. Cruce”, to urocza drewniana cerkiew w Stânceni. Klasztor św. Eliasza założył tu pustelnię. Siostry mieszkają w oddzielnych pustelniach, zgodnie z pierwotną regułą Karmelu. Spotykają się na modlitwę w małym drewnianym kościółku poświęconym Przemienieniu Pańskiemu.










Z cyklu ten las nas wyżywi.


Wjeżdżamy w okręg Harghita we wschodniej Transylwanii i na styk gór Giurgeului, Bistriței i Călimani. Okręg Harghita ma najwyższy odsetek Węgrów w Rumunii. Szeklerzy z Harghity są w większości wyznania rzymskokatolickiego, z mniejszościami reformowanymi i unitariańskimi.
Zrobił się nam dzień monastyrów, bo kolejny odwiedzamy w mieście Toplița. Mănăstirea Toplița została założona w 1928 roku przez patriarchę Rumunii Mirona Cristeę, który pochodził z Toplițy. Budowa klasztoru miała na celu umocnienie obecności prawosławia w regionie, który przez długi czas znajdował się pod wpływem katolickim i protestanckim. Monaster zbudowany jest w stylu tradycyjnej architektury rumuńskiej, z charakterystycznymi drewnianymi elementami. Centralnym punktem kompleksu jest drewniana cerkiew przeniesiona z wsi Stânceni, datowana na 1847 rok. Świątynia ta wyróżnia się piękną, ludową ornamentyką i typowym siedmiogrodzkim stylem drewnianym.













Toplița zaskakuje nas jeszcze całkiem ładnym wodospadem. Cascada Mezotermală Toplița zasilana jest przez ciepłe źródła termalne, których temperatura waha się wokół 27°C–30°C. Woda jest bogata w wapń i inne minerały, które tworzą osady trawertynowe. Wodospad ma około 10–15 metrów wysokości.















Jeszcze jeden klasztor na skraju miasta – Mănăstirea Doamnei. Został założony w XVII wieku (około 1665 roku) przez Elenę Rareș, żonę mołdawskiego hospodara Piotra IV Rareșa. Jego nazwa – „Klasztor Pani” – odnosi się właśnie do fundatorki, stąd też klasztor często bywa kojarzony z żeńskimi tradycjami monastycznymi i określany jako klasztor żeński. Klasztor reprezentuje styl architektury mołdawskiej, który łączy elementy bizantyjskie i gotyckie z wpływami lokalnymi. Kościół klasztorny zbudowany jest z kamienia i cegły, posiada wieżę nad nawą i bogato zdobiony portal wejściowy. Freski wewnętrzne, choć częściowo zniszczone przez czas, są przykładem wysokiej klasy sztuki sakralnej.









Tereny te obfitują w wody mineralne, których ujęcia się ogólnie dostępne w różnych częściach tego regionu. Rumunia posiada jedne z największych złóż wód mineralnych. Grzech by było nie spróbować kilku. Jedno z lepszych ujęć jest w wiosce Bilbor.














W Bilbor zerknęliśmy też na ładny drewniany kościół. Biserica de lemn „Sfântul Nicolae” została zbudowana w latach 1795–1797 przez cieśli z Bukowiny, wzorując się na stylu ștefaneńskim, charakterystycznym dla cerkwi moldowskich. Powstała z drewna jodłowego (w lokalnym dialekcie: „Ținutul Bradului Alb”) z kamiennym fundamentem. Wnętrze wykończone jest deskami; ściany nie są malowane, poza ikonostasem z lokalnym motywem różanym.








Naszą ulubioną wodą w Rumunii jest Borsec, będąc więc w pobliżu tego uzdrowiska, grzechem było by go nie zobaczyć. W samym centrum, tuż przy deptaku zaskakuje nas darmowy plac campingowy, w Polsce nie do pomyślenia w takim miejscu. Tutaj kampery, czy przyczepy nikomu nie przeszkadzają. Parkujemy zadowoleni, że jesteśmy w samym sercu uzdrowiska i wszędzie mamy blisko.




Borsec był znany już w XVIII wieku, a w XIX wieku zyskał renomę jednego z najmodniejszych uzdrowisk w Europie Środkowej. W czasie komunizmu został częściowo zaniedbany, jednak obecnie podejmowane są działania mające na celu jego rewitalizację. Borsec znane jest przede wszystkim ze swoich naturalnych wód mineralnych o właściwościach leczniczych, które od wieków przyciągają turystów i kuracjuszy. Dzisiaj zrobiliśmy sobie spacer po uzdrowisku, a jutro mamy zaplanowaną wycieczkę do tutejszych jaskiń i kamieniołomu trawertynu. Szkoda, że zabytkowe wille w większości są zaniedbane lub w ruinie, a powstają nowoczesne koszmarki. W jedej z miejscowych restauracji zjedliśmy w końcu rumuńskie ciorby, choć kusiła też kuchnia węgierska. Kasia zażyczyła sobie ciorbę de burta, a dla mnie numer jeden, to bukowińska rădăuțeană. Miski też lubią to uzdrowisko, bo nawet buda z langoszem otoczona jest pastuchem pod napięciem 😉




























































Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
