Dzień 223 – W Górach Codru Moma i pierwszy langosz

Poranek deszczowy i taki ma być cały dzień, choć można też liczyć na okienka pogodowe. Ciężko dziś będzie zwiedzać, ale może uda się coś zobaczyć.

W wiosce w której nocowaliśmy zatrzymaliśmy się na chwilę przy starej drewnianej cerkwi. Biserica de lemn din Fânațe znajduje się w centrum wioski. Zbudowano go z poziomych belek zakończonych prostymi krokwiami, zgodnie z planem, który poprzez swój rozwój przestrzenny szanuje podstawową tradycję. Narteks, nawę główną i absydę ołtarza wieńczy od zewnątrz wieża, która zachowała się w pierwotnej formie, pokryta gontem. U podstawy ikonostasu, po lewej stronie, wyryty jest rok 1796, oznaczający datę zakończenia prac restauracyjnych drewnianej cerkwi. Zachowane dokumenty wskazują na prawdziwość tego datowania. Jest to jedyny stary drewniany kościół w okolicy, w którym nadal zachowały się oryginalne malowidła. Niestety, stan jego degradacji jest coraz większy, a wierni nie mają środków na jego konserwację i naprawę.

Powoli opuszczamy Góry Bichor i wjeżdżamy w Góry Codru Moma. to niezbyt wysokie pasmo, zajmujące obszar około 1200 km2. Położone jest w zachodniej części Gór Apuseni. Maksymalnym wypiętrzeniem pasma jest szczyt Pleşu, osiągający wysokość 1114 m n.p.m. Niezwykle malowniczym zakątkiem jest położony we wschodniej części regionu, obszar krasowy Carstul Vascaului, który pokryty jest rozległymi lasami liściastymi, a słynie z wapiennych i dolomitowych formacji skalnych oraz wód podziemnych. Podstawowym budulcem masywu są skały krystaliczne, jednakże występują tu również wapienie, dolomity, łupki oraz piaskowce permskie.

My postanowiliśmy zobaczyć Jaskinię Câmpenească. Jest jedną z pierwszych jaskiń w Rumunii opisanych w literaturze turystycznej i geograficznej. Opisu dokonał wiedeński profesor i podróżnik Adolf Schmidl w swojej książce „Das Bihar Gebirge (Góry Bihor) na granicy Węgier i Siebenburga”, wydanej w 1863 roku. Opisuje portal i wodospad, stwierdzając, że jest to jeden z najbardziej spektakularnych wodospadów w Europie. Rzeka przepływająca przez wieś Izbuc wpływa do podziemi przez 20-metrowy portal jaskini i ginie pod ziemią pod wodospadem o wysokości 35 metrów. Jaskinia Campeneasca jest najważniejszą i najbardziej spektakularną jaskinią w masywie Codru Moma. Po latach 90., w wyniku eksploracji kilku jaskiń, odkryto podziemne wodospady o wysokości większej niż w jaskini Campeneasca. W ten sposób wspominamy wodospad w jaskini Micula i wodospad w jaskini Valea Rea. To już kolejny wodospad bez wody z powodu suszy, ale portal jaskini robi wrażenie.

Będąc w tej okolicy warto też podjechać do Mănăstirea Izbuc. Klasztor Izbuc jest najstarszym klasztorem w okolicy. Nazwa Izbuc pochodzi od źródła, które znajduje się w pobliżu klasztoru i które wytryskuje w określonych odstępach czasu – erupcja przerywana. Zjawisko krasowe uważa się za czynnik cudów, przypisuje mu się cudowne uzdrowienia. Legenda głosi, że pewnego dnia niewidomy chłopiec, który znajdował się w pobliżu źródła, usłyszał szum wody i po umyciu twarzy zaczął widzieć. Patronką klasztoru jest Święta Maria Wielka – 15 sierpnia uroczystość ta przyciąga rzesze turystów, zarówno miejscowych, jak i turystów. Od czasów starożytnych wyznawcy wszystkich religii pielgrzymują do klasztoru Izbuc 15 sierpnia, przyciągnięci cudem Źródła Uzdrawiającego, którego woda nie płynie nieprzerwanie, lecz okresowo wytryskuje z ziemi, tak że po okresie wyschnięcia trwającym 15-20 minut, woda z głośnym bulgotem zaczyna wytryskiwać, napełniając niewielki kamienny basen, z którego spływa, tworząc wodospad o wysokości kilkudziesięciu centymetrów. Jest to typowy mechanizm opróżniania niecki krasowej poprzez syfonowanie, którego rytm zależy od ilości opadów. Drewniany kościół w klasztorze Izbuc, w gminie Cărpinet, w powiecie Bihor, pochodzi z XVII wieku. Jest on poświęcony Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny. W 1989 roku rozpoczęto budowę kamiennego kościoła.

Przy bramie wisi znak zabraniający wstępu w krótkich spodenkach i krótkich rękawkach, ale nie chce nam się wracać do kampera, żeby się przebrać. Trudno najwyżej nas wygonią. Ale o dziwo nic takiego nie nastąpiło. Nawet jeden mnich siedzący w cerkwi zainteresował się skąd jesteśmy. Jak usłyszał, że z Polski, to dopytał; katolicy? Skłamaliśmy i potwierdziliśmy, bo jak tu wytłumaczyć po rumuńsku, ze jesteśmy poganami 😉 Ale to, że jesteśmy katolikami w niczym nie zaszkodziło, zaprosił nas do środka i pozwolił robić zdjęcia, na jednym nawet został uwieczniony.

Po drodze do klasztoru były fajne miejsca na biwak, ale dosyć eksponowane. Cały dzień i całą noc mają przechodzić burze, więc nie fajnie stać w najwyższych punktach w okolicy, więc na tą noc chcemy poszukać coś w dolinie.

Jedziemy dalej i docieramy na granicę Gór Codru Moma z Górami Zarandului. Chcemy zobaczyć kolejną drewnianą cerkiew w wiosce Vidra, ale zastajemy tylko zgliszcza. Świątynia musiała niedawno spłonąć. Wracamy z powrotem do głównej drogi, ale jadąc tu wypatrzyliśmy budę z langoszem. Oj tego nie przepuścimy, choć na obiad miała być wątróbka z cebulką, to langosz wygrywa. Za dwa langosze płacimy 10 lei, i dostajemy jeszcze w prezencie naleśnik nadziewany ziemniakami. Nawet był dobry.

Wioska Tisa i kolejny drewniana świątynia. Jest ona poświęcona „Świętym Apostołom Piotrowi i Pawłowi”. Na stronach egzemplarza Kotła Warłaama z 1701 r. Ioan Moldoveanul zamieścił notatkę, w której wspomniał o „kościele we wsi Cisa”. Wzmianka ta pozwala sądzić, że istniał tam drewniany kościół, zbudowany w XVII wieku, jeśli nie wcześniej. W dokumencie powołania biskupa Sinesie Jivanovici z 1755 r. nie ma wzmianki o kościele, prawdopodobnie dlatego, że został on w międzyczasie zburzony. Wieś nie posiadała miejsca kultu i była powiązana z Hălmagiu. W 1770 roku wybudowano obecny drewniany kościół, poświęcony „świętym Apostołom Piotrowi i Pawłowi”. Z tego okresu pochodzi kilka ikon z rejestru cesarskiego, które przypisuje się malarzowi Józefowi. W 1795 roku malarz Konstantyn stworzył nowy ikonostas, w którym zachowały się ikony cesarskie, w tym ikona patrona. W 1846 roku, po ponad dwóch dekadach, kiedy to w wyniku powiększenia wnętrza, malowidło ścienne zostało poważnie uszkodzone.

Już podczas oglądania świątyni, dochodziły coraz głośniejsze pomruki burzy i za chwilę lunęło. Nie było już sensu zwiedzać dalej, a w dolnej części wsi nad potokiem upatrzyliśmy jako takie miejsce na biwak. Na burzową noc powinno być ok. Zostajemy i zabieramy się za pracę.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.