Rumunia maj 2014 – Przełom Dunaju

Camping, a bardziej pole biwakowe w Șapte Izvoare Herculane było bardzo spartańskie, ale do przyjęcia. W tym miejscu nie ma za bardzo opcji biwaku, bo dolina jest wąska. Skała, droga, kawałek pobocza i rzeka. Choć normalne jest tu biwakowanie na poboczu drogi, nawet w namiocie.

Po złożeniu biwaku udaliśmy się do uzdrowiska Băile Herculane, co oznacza Łaźnie Herkulesa. Miejsce to docenili już plemiona Daków, a Rzymianie dali początek uzdrowisku. Bije tu kilkanaście źródeł wody mineralnej i termalnej. Băile Herculane po tureckiej okupacji zostało zniszczone i opuszczone, dopiero w 1852 roku, pod panowaniem austriackim uzdrowisko wskrzeszono i zostało nawet okrzyknięte najpiękniejszym uzdrowiskiem na kontynencie. Uzdrowisko w czasach reżimu komunistycznego zostało trochę oszpecone betonowymi hotelami i budynkami typowymi dla tego okresu, na szczęście nie budowano ich w historycznej części miejscowości. Po upadku komunizmu uzdrowisko popadło w ruinę, piękne zabytkowe łaźnie i inne budynki zaczęły niszczeć. Na szczęście obecnie Băile Herculane znowu się dźwiga z upadku i widać, że powoli piękna uzdrowiskowa zabudowa wraca do swojej świetności. Na kuracjuszy czeka tu 16 źródeł niskoradioaktywnych, siarczanych i chlorkowych wód wykorzystuje się w leczeniu chorób i zaburzeń narządów ruchu, systemu nerwowego, układu trawiennego i schorzeń ginekologicznych. Wody termalne w wielu miejscach są tu ogólnie dostępne za darmo, po prostu spływają do potoku. Nie zdziwcie się więc jak zobaczycie tu ludzi siedzących nad brzegiem rzeki, w sztucznych nieckach wypełnionych gorącą wodą.

Powoli opuściliśmy Dolinę Cerny i dojechaliśmy do Dunaju, w miejsce, gdzie przeciska się on przez Karpaty i Góry Wschodnio-Serbskie, tworząc malowniczy przełom. W sumie do przejechania mamy 105 km widokowej i ciekawej trasy.

Pierwszym ciekawym miejscem nad Dunajem jest ogromna, wykuta w skale rzeźba Decebala. Król Decebal panował od 87 r.n.e., wtedy też nastąpił rozkwit państwa Daków. Potężne państwo stało się celem podbojów imperium Rzymskiego. Potężny władca długo odpierał ataki armii cesarza Trojana, lecz w końcu musiał mu ulec. Rzym zajął Dację, a król Decebal popełnił samobójstwo. W 2004 roku słynny król Daków doczekał się swojego pomnika wykutego w skale. Stało się to za sprawą bogatego Rumuna mieszkającego we Włoszech – Iosifa Constantina Dragana, który sfinansował dzieło kosztujące ponad milion dolarów. Płaskorzeźba została wykuta w skale na zboczach gór Almaj nad Dunajem w przełomie Cazanele. Nad pracami czuwał włoski rzeźbiarz Mario Galeoti, a samą pracę w trudnych warunkach wykonywali alpiniści, którym zajęło to dziesięć lat. Wyrzeźbiona twarz Decebala ma 40 m wysokości i 25 m szerokości, więc nie sposób jej przeoczyć podążając trasą nad Dunajem. Spogląda ona groźnym wzrokiem znad zatoki Mraconia na przeciwległy brzeg Dunaju, w stronę miejsce zwanego Tabula Traiana, które kojarzy się z triumfalnym pochodem wojsk rzymskich. Pod rzeźbą wykuto napis: Decebal rex – Dragan fecit co oznacza „Król Decebal – wykonany przez Dragana”.

Dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej niewielki skrawek skały pomiędzy szosą a rzeką zajął niewielki Monastyr Mraconia. Monastyr został wzniesiony na miejscu dawnego punktu obserwacji i kierowania statkami na Dunaju. Monastyr Mraconia był niemym świadkiem okrucieństw historii, wśród których można wymienić spustoszenia powodowane przez najeźdźców, płacenie haraczu, obce panowanie, oraz podtopienia. Obecny kościół jest zbudowany w powyżej starego. Pierwotny budynek został wzniesiony w 1523 roku. Pomimo, iż na przestrzeni czasów Monastyr Mraconia był niszczony i burzony, w roku 1788 był jeszcze zamieszkany. Dzięki wzmożonej działalności monarchy Alexe Udrea, w roku 1947 udało się na nowo wznieść monastyr.

Nie wiadomo jak daleko zaszła budowa, ale wiadomo, że ruiny zostały zalane wodami Dunaju, zebranymi w sztucznym zbiorniku wodnym Żelazne Wrota. Budowa hydroelektrowni Żelazne Wrota I, ukończona w roku 1967 spowodowała, że klasztor został zniszczony, a jego ruiny zalane wodami Dunaju. Nie wydano już pozwolenia na odbudowę kościoła w innym miejscu. Dzięki swojej historii, monastyr stał się znany pod nazwą „Podwodny Monastyr, Mraconia”. Dopiero po roku 1989, Arcybiskupstwo Oltenii wyszedł z pomysłem odtworzenia kościoła Mraconia. W 1993 roku położono kamień węgielny pod nowy budynek, a w 1995 r., z błogosławieństwem JE Nestora Vornicescu i z aprobatą Świętego Synodu, klasztor został ponownie założony. Prace ukończono w latach 1999-2000. Obecny kościół jest pod wezwaniem Świętych Archaniołów Michała i Gabriela oraz Świętej Trójcy. Budynek kościoła ma mury z cegły, w formie krzyża. Jest podzielony na część, gdzie znajduje się ołtarz, nawę główną, kruchtę, przedsionek oraz otwarty ganek. Monastyrem Mraconia zajmuje się wspólnota zakonników. Z pierwotnego kościoła, który obecnie znajduje się pod wodami Dunaju, zachowały się tylko wrota królewskie i lampka, które znajdują się w muzeum parafialnym w Eselnicy.

Powoli zbliżała się pora obiadu, więc będąc na Dunajem, grzech by był, gdybyśmy nie zjedli jakiejś ryby. Na wybór restauracji rybnych nie można tu narzekać, są co parę kilometrów. U nas na stole wylądowała potrawa rybna o nazwie saramura.

Najedzeni ruszyliśmy dalej wzdłuż Dunaju. Kolejnym przystankiem były ruiny zamku Tricule. Tricule w tłumaczeniu na język polski to trzy wieże. Do dziś zachowały się dwie 10 i 11 metrowe, trzecia uległa zawaleniu i jej pozostałości są pod wodą, zresztą jak i ruiny całej budowli. Mając trochę szczęścia i będąc tu w czasie suszy, kiedy stan rzeki jest bardzo niski istniej możliwość dojścia suchą stopą do wież, należy jednak uważać bo są w bardzo kiepskim stanie. Zamek Tricule został wybudowany w XV wieku przez Petru Petrovici, aby powstrzymać ekspansję osmańską na zachodzie. Twierdza została zbudowana z grubego kamienia, a ściany wież miały grubość 1,4 metra. Służyła ona głównie do nadzoru i obrony okolicy.

Jadąc dalej malowniczą trasą dotarliśmy do Twierdzy Golubac. Wznosi się ona na serbskim brzegu Dunaju, więc mogliśmy ją sobie zobaczyć tylko z daleka. Twierdza Golubac to jedna z najpiękniejszych naddunajskich twierdz. Posiada dziewięć wież, z których każda ma od 20 do 25 metrów wysokości. Grubość murów fortecy wynosi średnio 2,8 metra. Szczególne pięknie wygląda w blasku zachodzącego słońca. Prawdopodobnie została wybudowana w I połowie XIII wieku, bowiem pierwsze wzmianki na jej temat pochodzą z 1335 roku. W 1391 roku została ona zdobyta przez Turków, później zaś kilkakrotnie zmieniała właścicieli, aż do roku 1867, kiedy to wróciła do rąk Serbów. W historii twierdzy znaleźć można polskie akcenty. Wiąże się z nią postać słynnego polskiego rycerza, będącego symbolem rycerskich cnót – Zawiszy Czarnego z Garbowa (1370 – 1428).    W 1428 roku brał on udział w wyprawie Zygmunta Luksemburskiego na Turków i osłaniał jego powrót z pola walki pod Gołubcem. Choć król posłał dla Zawiszy łódź, rycerz nie wsiadł do niej, lecz postanowił pozostać razem ze swoimi żołnierzami i walczyć wraz z nimi. W rezultacie został otoczony przez wroga i pojmany, a następnie stracony. Dziś w twierdzy znajduje się upamiętniająca to wydarzenia tablica, na której widnieją napisy w języku polskim i serbskim oraz źródełko nazwane imieniem polskiego rycerza.

Powoli opuszczamy malowniczy Przełom Dunaju i odbijamy na północ kierując się w Dolinę Beuşniţy. Dojazd do niej nie jest skomplikowany, należy kierować się do wioski Potoc, z której do celu poprowadzą drogowskazy a także nowa, wąziutka droga asfaltowa. Szosa kończy się na skrzyżowaniu i małym parkingu. Prosto, leśna droga prowadzi do leśniczówki Damian, gdzie rozpoczyna się wąwóz Nery, natomiast w lewo poprowadzi trakt doliną potoku Beuşniţa. Droga ta, przejezdna jest dla samochodów osobowych i do leśniczówki Valea Beului oraz gospodarstwa hodowlanego pstrąga, otwarta dla ruchu. Po drodze robimy przystanek przy malowniczym wodospadzie Văioaga. O tym, że jesteśmy koło wodospadu poinformuje nas tabliczka przybita do drzewa. Należy uważać, bo łatwo ją przeoczyć, w tym miejscu, w niewielkiej zatoczce trzeba zaparkować samochód. By dotrzeć do wodospadu należy zejść stromym, po deszczu śliskim zboczem do koryta potoku.

W końcu docieramy do końca doliny, może nie do końca, ale do miejsca gdzie kończy się droga. Na darmowym o tej prze roku polu namiotowym rozbijamy biwak. Warto wiedzieć, że kawałek dalej, przy hodowli ryb jest kran z pitną wodą, a i świeżą rybkę można kupić na miejscu. Nazbieranie opału w takim miejscu nie jest łatwe, wiadomo że przy takich biwakowiskach jest wyzbierany co do patyczka. Na szczęście jest przed sezonem, więc po zimie jest trochę spadów i ognisko zapłonęło.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.