Kilka pstryków o wschodzie słońca. O 9 wybudza się Kasia, jemy śniadanie, pijemy kawę i jedziemy na zakupy do portugalskiej Biedronki, czyli Pingo Doce, czyli po Polsku Słodka Kropla. Wpadamy tu od czasu do czasu z nadzieją, że pojawi się jakiś produkt z Polski. Jednak do tej pory nie spotkaliśmy nic polskiego. Na parkingu pod zamkiem Kasia zostawiła choinki z szyszek, które tak pięknie ozdobiła. Trochę szkoda, ale przecież nie będziemy ich rok wozić w kamperze 😉







Dziś podjęliśmy decyzję, że odbijamy trochę od oceanu i kierujemy się w głąb lądu na wschód. Dłuższy przejazd, bo aż 72 km, na nasze przeloty to dużo, bo przeważnie przemieszczamy się 20-30 km dziennie. Docieramy do miasta Montemor-o-Novo. Kierujemy się od razu do potężnej twierdzy Castelo de Montemor-o-Novo. Zamek jest jednym z największych w Portugalii, położonym na najwyższym wzgórzu w regionie, na skrzyżowaniu szlaków handlowych, które w czasach starożytnych nadawało mu wartość strategiczną. Pierwotnie krył w swoich murach miasto, które w miarę rozwoju rozrastało się wzdłuż północnego zbocza. Został zbudowany na polecenie króla Dinisa w XIII wieku. Część główna, chroniona była jedenastoma cylindrycznymi wieżami. W XIV wieku wzmocniono elementy obronne tej budowli, takie jak barbakany. Cytadela w kształcie prostokąta, chroniona dwiema wieżami, obecnie w ruinie, istniała już za czasów króla Sancho I w XII wieku.







































































Pod zamkiem też zakotwiczyliśmy, bo nazbierało się już trochę pracy. Kasia zrobiła obiad, odpaliliśmy komputery i zabraliśmy się do pracy, zerkając na jednym z monitorów na film 😉






Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
