Rano zjedliśmy wspólne śniadanko z Joasią i Jarkiem i naszą paskudą ruszyliśmy do Holi na jarmark.

Już przed wioską robiło się ciasno, więc paskudę zostawiliśmy na obrzeżach, by łatwiej było potem opuścić miejsce imprezy.
Jarmark Holeński to jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych na Polesiu Lubelskim, organizowane każdego lata w miejscowości Hola (gmina Stary Brus, powiat włodawski). Odbywa się na terenie Skansenu Kultury Materialnej Chełmszczyzny i Podlasia i jest nierozerwalnie związany z odpustem ku czci św. Antoniego Peczerskiego w zabytkowej, błękitnej drewnianej cerkwi z początku XVIII wieku.
Podczas jarmarku na odwiedzających czekają setki stoisk z rękodziełem i sztuką ludową. Można kupić wyroby garncarskie, rzeźby, hafty, wyroby z drewna, wikliny i słomy, tradycyjną ceramikę, miody, regionalne przysmaki oraz produkty lokalnych twórców. Nieodłącznym elementem wydarzenia są również pokazy dawnych rzemiosł, występy zespołów folklorystycznych, koncerty muzyki ludowej oraz prezentacje tradycji i obrzędów Polesia.
Wyjątkowy klimat Jarmarku Holeńskiego tworzy połączenie duchowości, historii i kultury pogranicza. Zwiedzający mogą uczestniczyć w prawosławnej liturgii, odwiedzić zabytkową cerkiew i skansen, a jednocześnie poczuć atmosferę dawnej poleskiej wsi. Co roku wydarzenie przyciąga tysiące turystów z całej Polski, stając się doskonałą okazją do poznania bogatego dziedzictwa kulturowego Polesia oraz spotkania z lokalnymi twórcami i mieszkańcami regionu.
Jedyną wadą tej imprezy było to, że nie można tam sprzedawać alkoholu. Liczyliśmy, że sobie usiądziemy w jakimś punkcie gastronomicznym przy piwku i jakimś fajnym jedzonku, Jarek nawet zadeklarował, że będzie kierowcą w drodze powrotnej, ale z biesiady nic nie wyszło.




























































Zrobiliśmy trochę zakupów, popiliśmy kwasu chlebowego i poszliśmy zobaczyć wnętrze cerkwi. Jak tu ostatnio byliśmy, to była zamknięta, dziś się nadarzyła okazja wejść do środka.



Pogoda dopisała, ale też było trochę za gorąco, więc popołudniu zakończyliśmy jarmarkowanie i wróciliśmy na siedlisko degustować zakupione smakołyki. Na tą degustację złożyły się produkty zakupione na stoisku naszych Gospodyń Wiejskich – Gospodarne Dominiczanki i były to ciasta, kartacze i pierogi z kapustą i grzybami. Oprócz tego na stoisku tatarskim kupiliśmy różne przysmaki nadziewane mięsem.


Wrzucony filmik z konsumpcji chyba skusił naszych przyjaciół z Lublina, bo nagle na plac wjechał kolejny kamper 😉 Zeus z Magdą, wracali akurat gdzieś z wycieczki i zajechali na chwilkę zobaczyć co u nas słychać, a że smakołykom jarmarkowym nie daliśmy rady i sporo zostało, to poczęstowaliśmy też jedzonkiem jarmarkowym.

Dzionek zleciał, goście się rozjechali. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę na powietrzu, ale mimo to, że weekend przesiedzieliśmy, to jakoś nadal zmęczenie bierze górę i z kurami poszliśmy spać.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
