W nocy przyjechali do nas znajomi z Czech, ale po długiej trasie poszli od razu spać. Dopiero rano było przywitanie i wspólne śniadanie. Przywieźli nam sporą porcję hibiskusów, które będzie trzeba szybko wsadzić.


Ale wcześniej, gdy jeszcze wszyscy spali, zabrałem się za sadzenie wrzosów, które kilka dni temu kupiliśmy.

Po śniadaniu Agnieszka z Arkiem ruszyli już swoją Dacią w stronę domu, a nasi czescy przyjaciele podjęli się sadzenia hibiskusów, które przywieźli. Wyznaczyłem tylko miejsca, gdzie mają rosnąć i mogłem zająć się innymi pracami. Kasia w tym czasie kończyła księgowanie, bo to ostatni dzień na to, a jak to mówią, szewc bez butów chodzi, a do zaksięgowania została tylko nasza firma.

Goście zwrócili mi uwagę, że jest trochę za ciemno, jak korzystają w nocy z toalety, więc zamontowałem solarne lampy z czujką ruchu na kontenerze sanitarnym i słupkach wyznaczających parcelę. Działa to fajnie, bo po wykryciu ruchu lampy się rozbłyskują pełną mocą, a w stanie spoczynku świecą słabiutkim światłem. Muszę jeszcze dokupić kilka sztuk, bo są fajne. Zawisły w miejscu gaśnic, a te będą przewieszone w bardziej zacienione miejsca na parcelach, bo ktoś mnie ostrzegł, że w tak nasłonecznionym miejsce jak teraz, mogą się samoczynnie odpalić.


Późnym popołudniem z naszymi gośćmi zasiedliśmy do wspólnego ogniska. Przydało się, bo wieczór był dosyć chłodny. Gdzieś z boku popadało, bo na niebie pojawiła się piękna tęcza. Jeszcze przed wieczorem zajechał do nas kolejny kamper, więc na placu się troszkę zagęściło.







Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
