Dzień 305 – Ostatni dzień upałów i rumuński kebab

Nie była to fajna noc, duszno, gorąco, a na polu biwakowym imprezy do drugiej w nocy i muzyka z kilku miejsc na maxa. Od samego rana już gorąco, nawet w cieniu. Pootwierałem wszystko na oścież, żeby chociaż Kasia pospała nad ranem. Gdy już wstała odpaliłem grilla, bo wczoraj nawet obiadu nie jedliśmy, tak było gorąco. Przyda się więc syte śniadanie, bo w południe pewnie też nie będzie ochoty na jedzenie. Miczi wylądowały na ruszcie, do tego fajna buła i warzywa i powstał rumuński kebab.

Kawka i odpoczywamy w cieniu. To ostatni dzień upałów. Po południu mają nadejść burze i deszcz, a jutro ma być już tylko lekko powyżej 20 stopni. Oj przyda się chwila wytchnienia, bo już mamy dosyć tego piekarnika.

Czar wypoczynku jednak prysł. Rumunii się reaktywowali i zaczęła się napierdalanka głośną muzyką. Jeszcze jak by to było z jednego miejsca, nie z kilku i każdy coraz głośniej by pokazać, że jest lepszy. Kakofonia tak, że oszaleć można było. Zwinęliśmy majdan i pojechaliśmy w drugi koniec łąki, gdzie dało się jakoś wytrzymać ten jazgot. Koło 15 nadeszły burze i deszcz, wymiotło piknikowiczów i zapadła błoga cisza. Tylko pukanie deszczu i pomruki burzy. Na szczęście epicentra przechodzą gdzieś nad wysokim szczytami.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.