Popołudnie i wieczór na punkcie widokowym był piękny, ale grubo przed świtem zerwał się potężny wiatr. Bujało nami jak statkiem na oceanie w czasie sztormu, wiec już spania nie było. Stwierdziliśmy, że zjedziemy gdzieś na dół, żeby się trochę skryć przed wiatrem. Zaczęliśmy zjeżdżać wąską i stromą drogą, gdy nagle poczułem, że mamy kapcia w przednim kole. No super, ciemno jak w d…, droga wąska na jeden samochód i zero pobocza, jeszcze dosyć stromo. No cóż Kasia świeci, a jak walczę, ściągamy rowery i bagażnik, żeby dostać się do koła zapasowego, oczywiście klucze i lewarek w Zakopanem, wiec trzeba pół bagażnika wywalić, żeby się do nich dokopać. Jeszcze ten wiatr, a jesteśmy w eukaliptusowym kruchym lesie. Kliny pod koła, żeby nie spadł z lewarka i powoli koło zostaje zmienione. W sumie akcja trwała przeszło godzinę. Dobrze, że Murphy spał i nie wysłał na tą drogę jakiegoś samochodu, bo by musiał nieźle czekać ;). Zjechaliśmy na dół do latarni morskiej zastanowić się na spokojnie co dalej. Kawa i dumamy, sobota, większość warsztatów pozamykana wg Google, jedziemy więc do większego miasta, tam szybciej coś znajdziemy. Ruszamy jeszcze po ciemku i za dnia dojeżdżamy do miasta. Za drugim razem się udaje i trafiamy na otwarty warsztat z wulkanizacją. Gość pompuje koło zanurza w wannie i nic, nigdzie powietrze nie uchodzi, dobija kompresorem mocniej i nadal nic. Kurde no fajnie, to jak to powietrze spier…? Wczoraj dopompowywałem koła, może zaworek się zaciął, sam nie wiem. Zabieramy koło i zobaczymy. Jak to mówią „jeździć i obserwować”
Na szczęście cała akcja z kołem trwała w godzinach wczesno rannych, więc dzień nie zmarnowany. Jedziemy dalej zwiedzać. Jedziemy do Faro de Punta Frouxeira, to jedna z najnowocześniejszych latarni morskich w Galicji. Leży na spektakularnym wybrzeżu Valdoviño. Zbudowana w1992 roku, jest jedną z ostatnich jakie powstały w Galicji. W sąsiedztwie latarni można też zobaczyć pozostałości bunkrów. Wybrzeże galicyjskie było silnie ufortyfikowane w najbardziej strategicznych punktach przez całą pierwszą połowę XX wieku. Zbudowano obiekty, w których znajdowały się różne baterie, które rzekomo broniły ewentualnych ataków z zagranicy. Baterie wojskowe B1 Campelo Alto i Bajo były częścią wojskowego systemu obronnego na wybrzeżu Ártabra. Około 4 kilometry dalej na wschód, w Punta Frouxeira, znajdowała się kolejna tego typu infrastruktura wojskowa, w której znajdowały się duże projektory świetlne służące do lokalizowania i oświetlania potencjalnych celów wroga. Wiązka światła mogła sięgać do 8 kilometrów, w zależności od wielkości projektora. Obiekty Campelo Alto i Bajo powstały w latach 1929–1933. Zachowały się tu tunele w kształcie litery „Y”, przez które można było dostać się do projektorów oraz budynku telemetrycznego i stanowiska obserwacyjnego, a także różne pomieszczenia mieszczące wartownię, kuchnię i magazyn. Od tego miejsca zaczyna się mały tunel prowadzący do budynku obserwacyjnego. Ponadto w sąsiedztwie możemy zobaczyć pustelnię Ermita Virxe do Porto zbudowaną na skale, do której można dotrzeć tylko podczas odpływu.
Rozważaliśmy nawet by tu zostać na cały dzień, ale wiało tak, że ciężko było ustać. Pospacerowaliśmy trochę i pojechaliśmy szukać mniej eksponowanego miejsca.














































Kolejnym przylądkiem i punktem widokowym był Fonte de Santa Comba. Tutaj znaleźliśmy widokowe, ale też i osłonięte trochę od wiatru miejsce. Zabrałem się więc za wymianę koła. Stwierdziliśmy, że założymy je z powrotem i zobaczymy rano, czy zejdzie powietrze czy nie, Na wszelki wypadek nie chowałem jeszcze koła zapasowego, na wypadek jak by rano trzeba je było zakładać na nowo.





Koło zmienione, można pospacerować po okolicy. Mamy tu piękną plażę z białym piaskiem, a na wyspie pustelnię Ermida de Santa Comba. To prosta romańska pustelnia, na rzucie prostokąta z dwuspadowym dachem. Jest to starożytne miejsce pielgrzymów, którzy od XII wieku do dnia dzisiejszego przybywają z pielgrzymką w ostatnią niedzielę lipca. By podejść bliżej, musieliśmy czekać na odpływ, gdyż w czasie przypływu nie da się przejść na wyspę. Dziś było by super gdyby nie ten wiatr, bo na termometrze 21 stopni i piękne słonko. Musimy przetrwać jeszcze wietrzną niedzielę a od poniedziałku wiatr ustanie.































































Potem przyszła pora na obiad. Kasia dziś zaserwowała chińszczyznę.



Dziś telewizor 36 cali nadaje taki program przyrodniczy.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
