Piękny poranny wschód słońca rokował dobrą pogodę i rokowania się spełniły, bo niebo się przecierało i coraz bardziej przebijało się słońce.






Dzień zamierzamy spędzić praktycznie w jednym miejscu, czyli na masywie Wogezów, więc mamy dziś luzik. Można sobie wypić z rana piwko z pięknym widokiem.

Kasia musi trochę popracować, więc odpala kompa, a ja idę zobaczyć bunkry przy których biwakujemy. Nie są to jakieś imponujące budowle, ale zobaczyć można. Do wnętrza zaglądam ostrożnie, a nóż jakiś niedźwiedź urządził sobie tu gawrę 😉 W Wogezach jest ich trochę, o czym informują tablice ostrzegawcze. Koło drugiego bunkra natrafiam na ostatki krokusów.














Gdy wróciłem do kampera, Kasia już kończyła to co miała na cito zrobić, więc mogliśmy ruszyć gdzieś razem. Wybór padł na Grand Ballon, czyli najwyższy szczyt Wogezów, wznoszący się na wysokość 1424 m n.p.m. Na wierzchołku znajduje się stacja radarowa z tarasem widokowym i pomnik Diables Bleus wzniesiony w hołdzie ofiarom batalionów piechoty górskiej, którzy walczyli w pierwszej wojnie światowej.















Poniżej szczytu znajduje się Lac du ballon, to jezioro pochodzenia polodowcowego w masywie Wogezów, położone w dolinie Lauch. Jezioro zostało zagospodarowane w 1699 roku przez wybudowanie tamy.


Widoczność dziś była na tyle dobra, że przez trochę zamglone powietrze widać było ośnieżone szczyty Alp.


Wróciliśmy na naszą miejscówkę i pocieszyliśmy się trochę słoneczną pogodą. Jak na taką wysokość było naprawdę ciepło, bo w cieniu było 16 stopni, prognozy pokazują, że jutro będzie tu nawet 20.





Na biwak zostaliśmy w tym samym miejscu co dzień wcześniej. Przez to, że parking malutki, to stoimy tu sami. Na tych większych pełno kamperów.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
