Kierunek Francja dzień 7 – Jak nas Niemcy załatwili Wielkim Piątkiem

Rano przywitało nas słońce, zjedliśmy śniadanie, zrobiłem serwis kampera, czyli zlanie wc, szarej wody i tankowanie czystej. Niektóre urządzenia serwisowe w Niemczech działają na czas, wrzucasz 1 €, odsuwa się roleta ze zlewnią wc, pozostaje tak otwarta przez jakieś 6 min, a operacja trwa może 1-2 min. Co się więc dzieje gdy jakiś kamper podjeżdża na serwis? Oszczędni Niemcy zlatują się z całego placu z kasetkami wc, by się załapać na darmowy serwis, który ufundował im poprzednik.

Kamper oporządzony, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie z rana zakupy na święta, żeby nie robić tego na ostatnią chwilę. W Niemczech przed świętami w marketach panuje normalny ruch, nie ma bitwy o karpia i czubatych wózków, tylko w Polsce przed świętami są szturmowane sklepy i robione zapasy jakby święta miały trwać dwa tygodnie. Wyjechaliśmy ze stellplatzu, jedziemy przez miasto, ale ulice jakoś podejrzanie puste, a sklepy pozamykane, kurde co jest? Kasia Googluje i się okazuje, że w Bawarii Wielki Piątek jest świętem i dniem wolnym od pracy, no fajnie zostaliśmy z 1/5 bagietki. Na szczęście mamy żelazny prowiant w puszkach i słoikach na czarną godzinę, ale tak bez chleba to trochę słabo. Kasia wertuje Google i wychodzi, że jutro, czyli w sobotę sklepy powinny być czynne, zobaczymy.

Wyjeżdżamy na autostradę, a plan na dzisiaj jest by zaliczyć kilka zamków po drodze i wbić do Norynbergi. Nachodzi jednak front, który ma przynieść mocne ocieplenie, ale objawia się intensywnym deszczem. Trochę bez sensu w taką pogodę zwiedzać, więc robimy dłuższy przeskok i trasę kończymy w miasteczku Waldenburg. Zajeżdżamy na parking dedykowany dla kamperów, otwieramy piwko i czekamy aż przestanie padać. Gdy deszcz ustaje idziemy do miasteczka.

Po drodze mijamy stary cmentarz z kaplicą. W jednej części są jakieś mogiły z 1945 roku. Nie wiemy czy to mieszkańcy, czy żołnierze Wehrmachtu, bo miasto zostało wtedy ostrzelane przez Aliantów.

Dochodzimy do zabytkowego centrum. Pierwsza wzmianka o Waldenburgu pochodzi z 1253 r. W 1330 r. było to już wolne miasto. Zaraza i wojna zmniejszyły populację podczas wojny trzydziestoletniej. Konfederacja Renu z 1806 r. zaanektowała Waldenburg do Królestwa Wirtembergii w ramach procesu „mediatyzacji”, a od 1952 r. miasto jest częścią Badenii-Wirtembergii.

W kwietniu 1945 roku, pod koniec II wojny światowej, miasto zostało zajęte przez Wehrmacht jako ostatnią deskę ratunku przeciwko nacierającej 3. Armii Stanów Zjednoczonych i zostało prawie całkowicie zniszczone przez amerykańską artylerię. Powojenne wysiłki zrekonstruowały niektóre zabytkowe budynki.

Spacerując uliczkami miasteczka trafiliśmy na otwartą lokalną piekarnię, huura mamy pieczywo. bagietka była tak fajnie wypieczona, że co chwilę ją skubaliśmy i zjedliśmy prawie połowę.

Główną atrakcją miasta jest zamek, który należy do rodziny Hohenlohe-Waldenburg-Schillingsfürst. Pierwszą dokumentalna wzmianka o zamku pochodzi z roku 1253. W XVI wieku zamek został przebudowany. W XIX wieku zamek został gruntownie odnowiony przez nowo utworzoną przez spadkobierców linię Hohenlohe-Waldenburg.

Kiedy dochodziliśmy do zamku, coś mi zaczął wyglądać znajomo, gdy już weszliśmy na dziedziniec byłem pewien, że tu już byliśmy, było to w 2019 roku, no trudno, zobaczyliśmy zamek drugi raz 🙂

Wróciliśmy do kampera, w końcu nadszedł ciepły front, wyszło słońce i zrobiło się nawet gorąco. Trochę ogarnęliśmy porządki i popracowaliśmy.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.