Kupiliśmy autko do zadań specjalnych

Poranek pod Lublinem, kawa i jedziemy do miasta. Pierwszy przystanek to komis samochodowy, bo upatrzyłem tu fajnego Opla Vectrę kombi. Potrzebujemy autka do zadań specjalnych, czyli na zakupy i do załatwiania różnych spraw w Gminie i Powiecie. Kamper jako auto na co dzień to trochę niewygodne rozwiązanie i trochę szkoda go na takie cele. Na miejscu okazało się, że są dwa ople, praktycznie identyczne. Jeden wygląda lepiej z zewnątrz, a drugi w środku. Jednak żaden finalnie nas nie ujął. Pierwszy miał choinkę na desce rozdzielczej, drugi po odpaleniu pracował na 3 cylindrach, czyli totalne szroty. Z budżetem na rower, nie oczekujemy wodotrysków, ale fajnie by było kupić coś, czym bez stresu przejedziemy 20 km. Oglądamy więc jeszcze kilka propozycji dla biedoty i w oko wpada nam Renault Megan Scenic Grand, czyli dłuższa wersja 7 osobowa. Auto chyba gdzieś z południa Europy, bo lakier wypalony od słońca, za to spód i progi jak w nowym samochodzie, ani grama rdzy. Nic nie maskowane, czysty lakier od spodu, jak w aucie z salonu. O dziwo wszystko działa, szyby, szyberdachy i cała elektronika. Nigdy to auto mi się nie podobało, ale to nie samochód do spełniania marzeń, tylko toczydło na zakupy i dodatkowy atut, to 7 miejsc, zawsze można gdzieś dowieść gości na imprezę w okolicy i przywieść.

Z tyłu w kole mało powietrza, więc do pompowaliśmy i jazda próbna, da się tym jeździć 😉 To chyba weźmiemy paskudę, umawiamy się, że komis podjedzie sprawdzić co z kołem i ewentualnie zwulkanizuje oraz zdemontuje u wulkanizatora dekielki zabezpieczające felgi, bo nasadki do ich odkręcania nie znaleźliśmy. My w tym czasie pozałatwiamy swoje sprawy i wrócimy później po auto.

W Leroy Merlin odbieramy zamówienie, głównie materiały do budowy punktu serwisowego dla kamperów. Wszystko opłacone, więc jedziemy od razu na punkt odbioru. Potem kierunek Ikea i Kasia w swoim żywiole. Snuje się za nią w ikeoskim labiryncie, na szczęście to tylko zakupy drobnicy do domu, więc poszło w miarę szybko.

Wracamy do komisu, płacimy za samochód, jeszcze OC i możemy wracać. Na szczęście przegląd jest prawie na rok, więc z tym będzie chociaż spokój. Pozostanie tylko przerejestrowanie, blachy trochę obciachowe, ale chyba zostawimy 😉 Jadę jeszcze z Kasią w jakieś podlublińskie drogi o małym ruchu, by sobie przypomniała jak się jeździ samochodem, bo miała chyba ze 3 lata przerwy. 15 minut jazdy doszkalającej i z pełnymi gaciami Kasia rusza paskudą w kierunku Dominiczyna. Dzielnie przyprowadziła autko na podwórko z telefonem przyklejonym na gumę do żucia na desce, by miała nawigację jak by mnie zgubiła 😉

W domu jesteśmy już dosyć późno, Kasia wbija od razu w papiery a ja próbuje jeszcze coś zrobić na placu. Na jednym witaczu wyschły już napisy, więc mogę już go ustawić na wjeździe. Na drugim dopiero robię napisy, więc będzie gotowy na jutro.

Dzień powoli się kończy, chwila oddechu i zastanawiam się co dziś jeszcze ogarnąć.

Chyba trzeba powoli się brać za punkt serwisowy. Być może przywiozą w tym tygodniu kontener sanitarny, dobrze by było się przygotować na tą okoliczność. Rozrabiam klej i montuje dodatkowe gniazdo w szambie na szarą wodę. Do drugiego montuje trójnik i pionową rurę do opróżniania kasety wc i kolanko do wyprowadzenia kanalizacji do kontenera sanitarnego.

Klej musi wyschnąć, więc resztę dnia spędzam na zakopywaniu rowów po kablu elektrycznym do punktu serwisowego. I tyle na dziś. Atena na wieczór obejrzała nowy samochód, na szczęście nie porysowała lakieru 😉

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.