Masakra piłą motorową

Wczoraj odjechali goście, na polu zrobiło się pusto, ale dziś zapowiedziała się kolejna ekipa. Tymczasem poranny rytuał podlewania czas zacząć. Roślin przybywa, deszcz nie pada, więc podlewanie zajmuje coraz więcej czasu.

Przegapiliśmy termin przerejestrowania naszego paskudka. Trudno, jedziemy do Włodawy zrobić to po terminie. Będzie 500 zł w plecy. W urzędzie niespodzianka, okazuje się, że zdążyliśmy w ostatni dzień. Nie wiem jak oni liczą ten miesiąc, ale kupiliśmy 20-stego lipca i myśleliśmy że mamy czas do 20-go sierpnia. Pani stwierdziła, że do 30-go. Nie wnikaliśmy, ważne, że 500 zł w kieszeni. Druga miła niespodzianka, to pusty korytarz. Przyzwyczajeni z Wrocławia, że rejestracja samochodu, to dzień wyjęty z kalendarza, bo trzeba być na otwarcie wydziału, by załapać w miarę dobry numerek, a potem kilka godzin w kolejce. Jak pojedzie się za późno, to automat już nie wydaje numerków, bo wydał pule na cały dzień. Tutaj bez kolejki, milutko, panie sympatyczne, taka duża zaleta prowincji.

Koło starostwa powiatowego, na I Liceum Ogólnokształcącym im. Tadeusza Kościuszki można zobaczyć ogromny mural. Przedstawia Tadeusza Kościuszku na koniu oraz sceny batalistyczne. Powstał w październiku 2024 roku z inicjatywy Wojska Polskiego oraz dzięki wsparciu Ministerstwa Obrony Narodowej z okazji 230. rocznicy insurekcji.

Teraz szybkie zakupy i wracamy na siedlisko. Wsadzam ostatnie leszczyny, które dostaliśmy od Agnieszki i Arka i zostało jeszcze trochę koszenia, więc odpalam sprzęt i ogarniam resztę placu, by na weekend było ładnie. Potem już miałem tylko porobić jakieś drobiazgi i odpocząć, bo czas już trochę zwolnić tępo prac, żeby się nie wypalić. Plany zmienia Apollo, który jakimś cudem wlazł na dach domu, a teraz miałczy, bo nie wie jak zejść. Za domem mamy jeszcze ogromną drabinę elektryka, bo jej jeszcze nie zabrał, więc rozpoczynam akcję ratunkową.

Kot jednak nie koniecznie chce zejść po drabinie, wychodzę na górę, ale też nie chce wejść na ręce, żebym go zdjął z tego dachu, ostatecznie jakoś sobie poradził i zlazł po winogronie z drugiej strony domu. A ja skoro wytaszczyłem już tą drabinę, to wcielam oddawana odkładany plan przycięcia lipy. Trochę nam jest szkoda ją ogołocić z konarów, ale bardzo utrudnia ruch. Większe kampery muszą uważać, by w nią nie przywalić, koło domu ciężko przejechać nawet osobówką tak nisko są gałęzie. Chcemy też zmienić trochę organizację ruchu i wjazd na pole kamperowe. Powoli będę się zabierał za robienie punktu zrzutu szarej wody i muszę wytyczyć jakiś objazd, zanim ukończę te prace i beton dobrze zwiąże. Odpocznie i odbije też trochę trawa, która na wjeździe bardzo ucierpiała.

Myślałem, że przycięcie dwóch lip i dębu, to będzie tak rach ciach, a tu była walka do wieczora. Konary bardzo wysoko i grube, musiałem uważać, żeby mnie nie zrzuciły z drabiny. Jak już runęły w dół, trzeba było je wstępnie pociąć i pozwozić. Zrobiło się z tego z metr opału. Ale dużo jeszcze trzeba pociąć i porąbać.

Pod wieczór przyjechali zapowiedziani goście, aż z pod Bielska Białej. Wybrali sobie parcelkę i zaczęli przygotowywać sobie swoje obozowisko, bo mają zamiar zostać do wtorku. To też pierwsza przyczepa na naszym kamper parku.

Kasia w tym czasie szalała w kuchni. Przygotowała smalczyk dla nas i dla gości, a w garze dusi się łopatka na smarowidło, które wyląduje w słoikach. Ja miałem dziś jeszcze peklować kolejne mięsiwo do wędzenia, ale już nie dałem rady, sił starczyło na prysznic i dowleczenie się do sypialni 😉 Peklowanko zostawiam na rano.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.