Dzień 50 – 50 zleciało nie wiadomo kiedy

Dziś wybił 50 dzień naszej podróży, z czego 23 dni spędzone w Hiszpanii. Jak na razie jest bardzo fajnie, pogoda spoko, jedzenie super, do tego ceny niższe niż w Polsce, Czego chcieć więcej. Dzień rozpoczął się śniadaniem, dziś na ciepło moja autorska zapiekanka z piekarnika.

Po śniadaniu wyszliśmy zwiedzić Lastres, miasteczko w którym nocowaliśmy. Do portu szło się fajnie, bo cały czas z górki, gorzej już się wracało. Położone pomiędzy morzem a górami, i  jest uważane za jedno z najpiękniejszych miast w Hiszpanii. To rybackie miasteczko, niegdyś trudniło się połowami wielorybów, dziś morze nadal daje zajęcie większości mieszkańcom. Miasto zostało też wyróżnione jako Wzorowe Miasto Asturii nagrodą przyznaną mu przez Fundację Księżnej Asturii w 2010 roku. W porcie można podziwiać pracę rybaków oraz aukcję ryb i owoców morza. W Llastres nakręcono niejeden film i serial telewizyjny, a szczególny rozgłos zyskał serial „Doktor Mateo” , do tego stopnia, że ​​przez najbardziej charakterystyczne miejsca tego popularnego serialu przebiega trasa turystyczna. Urokliwych miejsc jest wiele: dzielnica Whalers , kaplica Buen Suceso, Wieża Zegarowa i kościół Santa María de Sábada.

Kolejna miejscowość, którą odwiedziliśmy to Tazones. To kolejna urocza rybacka osada. Jest to jedyny asturyjski port o charakterze imperialnym i wchodził w skład cesarskich szlaków Karola V w Europie. Położony w pobliżu ujścia rzeki Villaviciosa był pierwszą rzeczą, o której dowiedział się cesarz Karol V podczas swojej pierwszej podróży do półwysep we wrześniu 1517 r. Wioska ma długą tradycję wielorybnictwa i rybacką. Połowy, które docierają do portu w Tazones, są licytowane na tamtejszym targu rybnym. Z łatwością można ich skosztować w restauracjach i barach cydrowyc , rozsianych po malowniczych uliczkach. Podczas odpływu można tu szukać śladów dinozaurów, a także zbliżyć się do latarni morskiej, jednej z najlepiej zachowanych na wybrzeżu Asturii.

Dalej nasze kroki, a raczej koła skierowaliśmy do Gijon, największego miasta Asturii. Zaczęliśmy od punktu widokowego Mirador de La Providencia. Punkt widokowy to ciekawa konstrukcja w kształcie grotu włóczni skierowanego w kierunku morza, widać z niego miasto Gijón, część wybrzeża Kantabrii i wyspę Tortuga. Można tu też zobaczyć bunkier baterii Bunquers artilleria de Costa La Providencia. W chwili wybuchu wojny domowej Gijón nie posiadał aktywnych baterii przybrzeżnych. Kiedy stało się jasne, że wojna będzie długa, konieczna stała się ochrona portu Musel i miasta, w tym celu zbudowano baterie przybrzeżne w Cimadevilla i La Providencia. Baterię Providencia zaczęto budować pod koniec 1936 roku i na początku 1937 roku otrzymała działa Vickers kal. 152,4 mm nr 51 i 52 produkowane w Reinosa. Bateria nie walczyła w czasie wojny.

Z punktu widokowego zjechaliśmy do miasta na dedykowany parking dla kamperów. Samo Gijon będziemy zwiedzać jutro, bo dziś było już zbyt późno na wycieczkę do zabytkowego centrum. Jutro ma też być pogoda łaskawsza, będzie więcej słońca i idzie też spore ocieplenie. Co ciekawe stoimy prawie w środku miasta, a z kampera do plaży mamy 5 metrów. Jest tu też ciekawy automat Nomadas Service, gdzie można kupić artykuły pierwszej potrzeby dla caravaningu, jak chemie do toalet, czy przejściówki do słupków prądowych.

Wieczorem okazało się, że kilka kamperów dalej stoją nasi rodacy. Spowodowało to, że resztę wieczoru spędziliśmy na rozmowach przy winie. Mamy podobną trasę, więc może jeszcze będzie okazja się spotkać.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.