Dziś za dużo się nie wydarzyło. Rano wyskoczyłem do lasu na grzyby. Jest ich mniej niż tydzień temu. Miałem nadzieję, że ruszyły już na dobre, ale znowu przyhamowały. Chyba zimne poranki blokują ich wzrost, bo dziś rano był tylko 1 stopień na plusie, ręce marzły jak się chodziło. Mimo to udało się trochę przywieść do domu. Trafiło się nawet sporo rydzy, tyle, że wyszedł jeden słoiczek marynowanych rudasów.

Jutro mamy zapowiedzianych gości, więc od rana walczymy z porządkami, bo w domu przez malowanie okien bajzel, na podwórku zresztą też. Przez pracę przy domu nasze łąki zarosły jak dziki agrest, więc trzeba też już kosić trawę. Kasia więc do wieczora walczy z porządkami, a mi udało się skosić 1/3 włości.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
