Totalna rozpierducha

Rano zaprosiliśmy Andrzeja na śniadanie, potem kawka i Andrzej ruszyła dalej w trasę. Kasia uciekła do sypialni księgować, a ja podjąłem dalszą walkę z piecem. Rozbiórka szła nawet ładnie, ale najbardziej upierdliwe i czasochłonne było wynoszenie i wywożenie gruzu. Najpierw w wiadro, potem do zaparkowanej przy wejściu taczki i za szopę. Co z tym później zrobić, będę się martwił chyba na wiosnę.

No to teraz kolej na wyburzenie ściany. Pierwsze podejście przecinak i młotek, no idzie jak krew z nosa, tydzień to będę wyburzał. Ale zaraz, przecież przywiozłem z Wrocławia młoto-wiertarkę. Odpalam sprzęt i teraz idzie jak należy, ale nadal wolno. Idę do szopy po młot analogowy i napierd… No teraz idzie jak należy. Tak mnie to wciągnęło, że jak już było za późno zobaczyłem, że jestem w chmurze pyłu. Oglądam się za siebie, a w kuchni wszystko białe. No to Kasie mi łeb upier.. przy samej dup… Na szczęście była bardzo wyrozumiała, ale szczęścia w jej obliczu nie było widać. Można powiedzieć, że przez wieczór pół ściany rozwaliłem, więc jutro pewnie do południa zakończę prace wyburzeniowe.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.