I znowu cały dzień w blokach startowych w oczekiwaniu na telefon, można odebrać kampera. O 18-stej telefon, powoli kończymy, jeszcze tylko sprężarka klimatyzacji i zbieżność. Ale kamper już do odbioru jutro rano. Fajnie, ale mówię podlicz mnie pan, bo nie wiem czy mam kredyt brać, czy starczy. Wyrok przyszedł wieczorem smsem 6500 zł. Nie mało, ale jak rosła lista rzeczy do zrobienia, to bałem się, że będzie więcej. Jak dostanę fv, to napiszę co finalnie było robione, bo już się pogubiłem.
Obsuwa czasowa niezła, do tego jeszcze pomylone lodówki. Kurier dziś zabrał tą niewłaściwą, ale ta właściwa jeszcze nie doszła. Mam nadzieję, że dojdzie jutro i uda nam się ją zamontować. W sobotę rano chcemy już ruszyć na święta Bieszczady. No jeszcze zakupy na te dni, będzie co zapełniać. Dwie lodówki w sumie 120 litrów.
I tak minął kolejny dzień na czekaniu. Parchatka już tak się zadomowiła na wiosce, że już ma dwóch kumpli 😉 Gutek gospodarz i Gabryś gościnnie.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
