Dzień 248 – Wklejka

Poranek na Tworylnem pochmurny, ale ciepły, coś tam trochę pokropiło, ale generalnie dzień ma być pogodny. Jemy śniadanie i zastanawiamy się gdzie dziś ruszyć. Kilka dni temu pogoda nie pozwoliła nam na wycieczkę do groty w Roscolinie, a że jesteśmy blisko Polany, to decydujemy się na ten cel.

Dojeżdżamy do Polany. Kampera zostawiamy przy cerkwi i idziemy w kierunku nieistniejącej wioski Rosolin. Dawno tu nie byłem i nie wiedziałem, że można było jeszcze spory kawałek podjechać i zostawić auto na szutrowym parkingu bliżej groty. Grota w Rosolinie, czasami szumnie nazywana Jaskinią Jahybta to niewielka pieczara w Wysokiej skale, tuż nad potokiem Czarny. Jakiś czas temu do groty wyznakowano ścieżkę, więc łatwiej tu trafić. Mimo to dojście nie było zbyt fajnie, bo całe Bieszczady po tylu dniach deszczu toną w błocie. Scieżka przebiega też przez malownicze łąki dawnej wsi Rosolin. Wieś powstała przed rokiem 1540 w dobrach Kmitów. Wieś liczyła 186 mieszkańców w 23 domach. Żyło tu 170 grekokatolików, 9 katolików obrządku łacińskiego oraz 7 Żydów. Jedynym obiektem, który przetrwał wojenną i powojenną zawieruchę była drewniana cerkiew z roku 1750, którą obecnie możemy podziwiać w sanockim skansenie. Z powrotem nie chciało nam się już iść błotnistą i śliską ścieżką i wróciliśmy starą betonową drogą, wiązało się to z dwukrotnym przekraczaniem rzeki, ale woleliśmy zmoczyć buty niż ślizgać się w błocie.

Po powrocie z groty zajrzeliśmy jeszcze do drewnianej cerkwi w Polanie. Świątynia datowana jest umownie na rok 1790, co oznaczałoby że jest to najstarsza zachowana cerkiew w Bieszczadach. Budowla jest konstrukcji zrębowej z belkami zrębu łączonymi na tzw. jaskółczy ogon, posadowioną na kamiennej podmurówce. Ikona świętego Mikołaja z cerkwi znajduje się w sanockim skansenie. Od 1969 użytkowana była przez kościół rzymskokatolicki, aż do powstania w 1982 nowego kościoła.

W Polanie zajechaliśmy jeszcze do słynnej Bazy pod Otrytem, Składa się na nią kultowy sklep rodem z PRL-u, bar i scena na starej ciężarówce i retorta z wizerunkiem nieżyjącego już Balcerka. Bar obecnie odnowiony, kiedyś był typową zakapiorską knajpą. Ale i dziś można czasami tu natrafić na Bieszczadzkich Zakapiorów.

W Polanie warto też zobaczyć miejsce po dawnym kościele parafialnym pw. Przemienienia Pańskiego z 1780 roku. Pierwszy kościół w Polanie ufundował ówczesny właściciel wsi Franciszek Urbański, łowczy podolski, więc drewniany kościół był jednocześnie dworską kaplicą. W latach 1866-1900 powstała nowa, murowana dzwonnica, która stoi na tym miejscu do dziś. Kościół w Polanie przetrwał wojnę, ale nie przetrwał czasu, kiedy Polana znalazła się w granicach ZSRR, kiedy to zdjęto z dachu blachę i wykorzystano ją do pokrycia dachu miejscowej świetlicy. Resztę dewastacji dokonali pracownicy miejscowego PGR już po powrocie Polany do Polski w roku 1951 roku.

Hitem okazała się wycieczka do dawnej kopalni ropy naftowej przy drodze do Skorodnego. Spodziewaliśmy się jakiś pozostałości, jakiegoś kiwona, a tu tylko łąka z tablicą informacyjną 😉

Jedziemy dalej w kierunku Skorodnego. Po drodze jest ciekawa Kamienna kapliczka. Zbudowana jest z 
ciosów piaskowca przez Tomasza Poznara w roku 1929.

Kawałek dalej znajduje się dosyć ciekawa kaskada jak na Bieszczady. W wąskiej skalnej gardzieli z hukiem przepływa potok głuchy. Na tym potoku kręcone były sceny ucieczki Basi przed Azją w Panu Wołodyjowskim.

Z cerkwiska w Skorodnem nie wiele już zostało. W miejscu świątyni stoi stodoła i tylko kilka starych nagrobków świadczy, że stała tu kiedyś cerkiew. Cerkiew z 1821 roku rozebrano w roku 1972.

Dla cerkwiska nie warto tu specjalnie jechać, ale warto dla domowych pierogów. Obok w niewielki barze miejscowa gospodyni serwuje je w różnych odmianach i smakach. Są nawet kartacze. Pytam się, kartacze w Bieszczadach, chyba bardziej na Podlasiu? My tu od zawsze je jedliśmy, mówi. Tylko u nas nazywają się szwaby i taka nazwa mało marketingowa 😉 Ja zamawiam szwaby, a Kasia miks pierogów.

W 1964 roku w Lutowiskach stacjonowała placówka WOP nr 1 26 Przemyskiego Oddziału Wojsk Ochrony Pogranicza. W 1976 odtwarzano brygady na granicy ze Związkiem Radzieckim. Na bazie 26 Przemyskiego Oddziału WOP sformowano Bieszczadzką Brygadę WOP. W jej strukturach, na bazie placówki WOP Lutowiska zorganizowano strażnicę WOP Lutowiska. Jej budynek zachował się do dziś, choć w słabej kondycji.

Przyszła pora na biwak. Wróciliśmy do Sękowca. Przy wiacie tłumy, bo to pogodny weekend. Mamy przepustkę na drogi leśne więc jedziemy na punkt widokowy nad Sękowcem. Tutaj jesteśmy sami. Odpalamy ognisko, które za chwilę gasi burza.

Opad jest tak duży, że nagle kamper stoi w jeziorku. Woda po kostki, nie ma nawet jak wyjść i wejść. No fajnie, będzie problem z wyjazdem z łąki. Kilka prób i dupka zbitka. Odpuszczam by się mocniej nie wkleić. Od czego ma się znajomych. Telefon i jutro rano Boguś nas wyciągnie terenówką. Być może jak obeschnie łąka to sam wyjadę, ale na dziś próby zakończyłem.

Posiedzieliśmy jeszcze trochę przy reaktywowanym ognisku, a po zachodzie słońca uciekliśmy do kampera i chwilę potem spać.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.