Mglisty poranek, ryczą byki, wrzeszczą żurawie a ja jadę do lasu. Niby codziennie po trochu, ale już mamy całkiem spory zapas grzybów. 11 litrowych suszonych i 14 słoiczków marynowanych.




Grzyby nas łączą, bo normalnie mijamy się gdzieś w domu przy swoich pracach, a podczas porannego obierania, mamy czas posiedzieć razem przy stole. Grzyby obrane i do roboty. Kasia księguję a ja walczę z drzwiami. Myślałem, że uda mi się je skończyć na tip top, ale pod wieczór farba już tak ładnie nie schła i zostało jeszcze trochę do domalowania.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
