Dzień 143 – Lagos

Dobrze, że wczoraj poszliśmy trasą przez klify w Lagos, bo dziś wiał chłodny wiatr, więc nie było by tak fajnie na przylądku. Na dziś zostawiliśmy zwiedzanie miasta i to też uczyniliśmy po śniadaniu.

W Lagos wszystko zaprasza na plażę i do prostych przyjemności. Ale istnieje również historia żeglarzy i piratów, owoc współdziałania z morzem, którego ślady można odnaleźć w kolorowych łodziach rybackich, dostarczających ryby na targ, lub w marinie, w której kołyszą się jachty z całego świata.

Połączenie z morzem osiągnęło szczyt w XV i XVI wieku, kiedy książę Henryk uzbroił karawele w Lagos, które dotarły do ​​wybrzeży Afryki – fakt ten zapoczątkował epopeję o odkryciach portugalskich. Gil Eanes , nawigator, który udowodnił, że świat nie kończy się na Przylądku Bojador, a morze nie jest zamieszkane przez potwory, również wyruszył z Lagos . Plac, na którym znajduje się kontrowersyjna statua João Cutileiro przywołująca króla Dom Sebastiána , który uczynił Lagos stolicą Algarve, przywilej, który zachował do 1755 r., został nazwany na jego cześć. Stąd też król wyruszył na bitwę pod Alcazarquivir, z której nigdy nie powrócił, co oznaczało, że Portugalia utraciła niepodległość na rzecz Hiszpanii, którą odzyskała dopiero w 1640 r. Ludzie zawsze oczekiwali jego powrotu w mglisty poranek, uczucie nadziei na zbawiciela, które pozostało wyryte w portugalskiej duszy i otrzymało nazwę „Sebastianizm”.

Mimo że powstały na wcześniejszych konstrukcjach, niektóre z głównych zabytków, jak na przykład Zamek Gubernatorów , pochodzą z tego okresu . Lub mury miejskie i fort Ponta da Bandeira , który chronił miasto przed najeźdźcami, zwłaszcza korsarzami, i z którego obecnie roztacza się piękna panorama miasta i morza. Również w Lagos, pod arkadami Praça Infante D. Henrique, odbył się pierwszy w Europie targ niewolników . Obecnie miejsce to przekształcono w ośrodek kulturalny z wystawami i sprzedażą rzemiosła.

Ale jest jeszcze wiele do zobaczenia. Spacerując uliczkami historycznego centrum, jeśli przyjrzymy się kamiennym drzwiom i oknom, balkonom z kutego żelaza oraz patio, które zapewniają świeżość latem, odkryjemy urok tego świeckiego miasta. Kościół San Antonio zaskakuje bogactwem wnętrza pokrytego złoconymi rzeźbami i kafelkami. Ciekawostką jest, że wizerunek świętego, od którego pochodzi nazwa świątyni, nosi rangę generała porucznika. Zaszczyt ten nadano mu, gdyż świątynia pełniła funkcję kaplicy Pułku Piechoty. Tuż obok znajduje się Muzeum Miejskie, w którym można obejrzeć interesujące eksponaty archeologiczne i sztukę sakralną.

Dziś z ciekawych zakupów, to korkowy kapelutek dla Kasi.

Miasto zwiedzone, uliczki przedreptane i by dopełnić nasz dwu dniowy pobyt w Lagos poszliśmy jeszcze na miejscowe plaże. Tą wielką 5 kilometrową sobie darowaliśmy. Wybraliśmy te małe pomiędzy klifami. Przechodzi się pomiędzy nimi wykutymi w skałach bramami i tunelami. Nie udało się na wszystkie dojść, bo był już przypływ i jedno z przejść było już zalane oceanem.

Plaże są jednymi z najpiękniejszych w Algarve, często wyróżniane przez międzynarodowe instytucje i magazyny. Na wschodzie znajduje się Meia Praia, długa piaszczysta plaża o długości prawie pięciu kilometrów, kończąca się w ujściu rzeki Alvor. Po drugiej stronie znajdują się mniejsze piaszczyste obszary skąpane w przejrzystej wodzie, którym skały uformowane przez erozję nadają olśniewającego piękna. Są to plaże Batata, Pinhão, Dona Ana i Camilo, do których można dotrzeć z centrum miasta. Trochę dalej znajduje się Ponta da Piedade, symbol regionu. To imponująca formacja skalna o ostrych kształtach i wydrążonych jaskiniach, którą można podziwiać w całej okazałości podczas rejsu łodzią. Ofertę tę uzupełniają Canavial, Porto de Mós i Praia da Luz, na którą składają się także niewielkie, trudno dostępne odcinki plaż, do których można dotrzeć wyłącznie drogą morską. To małe raje czekające na odkrycie.

Dziś 9 kilometrów i starczy, wracamy na camping trochę odpocząć. Dwa dni temu udało nam się kupić wątróbkę, więc dziś mieliśmy pyszny obiad.

Na campingu urzędują cztery kociaki. Jedna kotka od wczoraj się z nami zakumplowała i skradła nasze serca. Nawet Parchatka ją toleruje, ale trzyma ją na dystans. Nasza już prawie dorosła, a młoda kotka chciała się strasznie z nią bawić. Rozmiękczyła tak serducha, że coraz częściej przewijał się temat powiększenia załogi i zabrania kotki ze sobą. Zwyciężył jednak zdrowy rozsądek. Do Polski wracamy dopiero za kilka miesięcy, nie wiemy jak by znosiła jazdę, jak by układały się relacje z Parchatką na kilku metrach kwadratowych. Czy by nam gdzieś nie uciekła, poszła w tango w marcu, bo raczej nie jest wysterylizowana. Sterylizacja na wyjeździe, gdzieś za granicą w takich warunkach, też była by problemem. No i koty tu na campingu mają całkiem fajnie, są dokarmiane i wygłaskane, gdyby była w gorszej sytuacji bytowej, to na pewno byśmy wymiękli. Zobaczcie jaka fajna kocinka.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.