Piękny wschód słońca nie zapowiadał ładnej pogody, chwilę potem niebo zaciągnęło się chmurami.



Prognoza znowu się nie sprawdziła i trzeba było zweryfikować plany. Mieliśmy dziś zdobywać zamki w Wogezach, ale w taką pogodę nie miało to sensu. Był nieprzyjemny wiatr i co chwilę popadywało. Wcześniej takie dni postanowiliśmy wykorzystywać na pracę, by nie musieć tego robić kiedy będzie piękna pogoda. Kolejne dni mamy spędzić w górach daleko od cywilizacji, więc podjechaliśmy do Colmar zrobić zakupy na kilka dni i dotankować kampera. Wybór jedzenia w marketach jest 100 razy większy niż w Polsce lub w Niemczech, ale ceny są wyższe niż w Niemczech. No chyba, że wino, bo tutaj kosztuje naprawdę grosze w porównaniu do Polski. Kasia stwierdziła, że ona może cały wyjazd opękać na winie i serach, których wybór jest tu kosmiczny.
Żeby nam nie było tak do końca przykro, że tylko praca i praca, postanowiliśmy odwiedzić jedną z najpiękniejszych wiosek Francji, czyli Eguisheim. Byłem tu kilka lat temu, ale Kasia nie mogła wtedy tu być, więc chętnie zawitałem tu kolejny raz. Ceny jednak są tu wyśrubowane na maxa, 4 godziny parkowania prawie 9€, zatrzymaliśmy się więc na darmowej miejscówce za wioską i na zwiedzanie poszliśmy pieszo.

Eguisheim od 2003 r. uznawana jest za „jedną z najpiękniejszych wiosek we Francji”, a w 2013 r. zdobyła tytuł „Ulubionej wioski Francji” w programie telewizyjnym prowadzonym przez Stéphane’a Berna. Eguisheim czerpie swój tytuł chwały ze swojego zespołu architektonicznego, zachowanego przed zniszczeniami historii. To średniowieczne miasto, zbudowane wokół zamku, rozciąga się w koncentrycznych kręgach. W tej oryginalnej wiosce odkryjesz fontanny, kolonialne dziedzińce i zabytkowy kościół.

















































Z Eguisheim wjechaliśmy już w Wogezy w okolice zamków, które jutro chcemy zobaczyć. Zatrzymaliśmy się na dość fajnym leśnym parkingu. Była już pora obiadu, więc w piekarniku wylądowała alzacka pizza, czyli ciasto przypominające nasz podpłomyk, gęsta śmietana, cebula i cienko pokrojony boczek. Sklepowa chyba niczym nie ustępowała tej, którą jedliśmy prosto z pieca w Colmar.





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
