Raniutko opuszczamy gościnne progi Małgosi i Zbyszka i obieramy kierunek na dom. Jadąc do Wrocławia nawigacja pokazywała szybszą trasę przez Warszawę, my wybraliśmy krótszą przez Radom. Okazała się za bardzo męcząca i czasowo faktycznie gorsza, więc teraz polecieliśmy przez Warszawę i to było fajniejsze niż skróty. Wygodnie cały czas autostradami i ekspresówkami.

Dojechaliśmy w końcu na siedlisko. Bartek jakoś przeżył te parę dni i koty też. Przez te parę dni zrobiło się już bardziej jesiennie na podwórku. Skończy się koszenie trawy, zacznie grabienie liści.


Upały zelżały, więc jest okazja przetestować węgiel z Bogdanki, Ładny i pali się super. Jednak w porównaniu do drewna, to jest moc, chwila i grzejniki gorące, więc może zimę jakoś tu przetrwamy 😉

Koty stęsknione wychodzenia, bo Bartek ich nie wypuszczał w końcu mogą się wybiegać. Atena ostatnio lubi małpi gaj w winogronach ;). Mimo zmęczenia udało nam się jeszcze przy pomocy Bartka rozpakować przyczepę i kampera, ale wszystko wrzucone do pokoju gościnnego, teraz czeka nas sortowanie i układanie różnych bambetli przywiezionych z Wrocławia.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
