Rano wjechaliśmy do Niemiec. Tutaj pójdzie bardziej gładko, bo przejazd tylko autostradami. Zatankowaliśmy na full i ogień.


Tym razem nasze biuro było naprawdę mobilne, bo pracowało w czasie jazdy. Kasia rozłożyła się z tyłu i wykorzystywała monotonie autostrad na pracę. Tym bardziej, że po ostatnich, całych dniach jazdy, wieczorem już nie miała siły.

Udało nam się dziś przewalić 760 km, zostało już tylko 204 do Wrocławia, Więc już prawie jak w domu. Jakim domu, przecież mieszkanie wynajęliśmy 😉 Dziwnie się wraca do Wrocławia, gdy uświadamiasz sobie, że nie masz za bardzo gdzie ;), Że nie czeka wanna z gorącą wodą. Do tego po Hiszpańskiej ciepłej zimie lądujesz w zimowej wiośnie. Jeszcze przed południem we Francji 20 stopni, a gdy przejechaliśmy Szwarcwald nagle zrobiło się 6 i wiatr. Trzeba było schować krótkie spodenki i wskoczyć w ciepłe spodnie. Na nocleg zatrzymaliśmy się na sprawdzonym już miejscu w Budziszynie.

Kasia dziś obchodzi urodziny, miało być skromnie w kamperze ze względu na okoliczności, ale wykrzesaliśmy ostatki sił i poszliśmy na miasto, by chociaż skromnie w jakieś knajpce to uczcić.













Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
