Wczoraj wieczorem odezwało się kilka organizacji, które zajmują się bezdomnymi zwierzętami. Jedna z nich znalazła nam program sterylizacji w pobliskim mieście Ksanti. Trochę nam to ulży finansowo, bo jak się uda, to zabieg będzie kosztował 50€ za dwa koty, a nie 150€. Może uda się też zrobić pierwszą serię szczepień, zobaczymy. Teraz czekamy na informacje, kiedy możemy z kotami podjechać.
Koty na szczęście zaczęły korzystać z kuwety. Pierwszy był Apollo, ale Atena nie bardzo się kwapiła. Dopiero rano była inauguracja i to podwójna. Co dwie kupy w kamperze to nie jedna, więc szybko musiałem opróżniać kuwetę. To było straszne 😉
Poranek w Porto Lagos był zjawiskowy, wschód słońca i poranne mgły zrobiły klimat.










Potem jeszcze przeloty ptaków.







Kolejny problem z kotami, to ich żarłoczność. Jeszcze nie zrozumiały, że już nie będą głodne i na jedzenie się rzucają. Jaki musiały mieć los, sokoro jak je znaleźliśmy jadły suchy chleb. Teraz musimy im racjonować posiłki, bo by jadły aż by chyba pękły. Jedzenie do miseczek nakładam im w łazience bo wyrywają zębami saszetkę, nie dając nic wycisnąć, a suchej karmy nie dadzą nasypać, bo od razu przystępują do szturmu. My też mamy problem, żeby zjeść, bo atakują nas ze wszystkich stron. Ale pewnie im za chwilę przejdzie, jak zrozumieją, że już mają dom i regularne posiłki. A po jedzeniu brykają albo śpią 😉



Po śniadaniu ruszyliśmy się coś nie coś zobaczyć. monastyr Ιερά μονή Αγίου Νικολάου. Budynek klasztoru wzniesiony jest na dwóch małych wysepkach pośrodku laguny Porto Lagos i jeziora Vistonida, skąd rozciąga się piękny widok na Morze Trackie. Dostęp do klasztoru zapewnia drewniany pomost łączący wysepki między sobą oraz z lądem. Według jednej tradycji teren należał w czasach osmańskich do beja, którego córka zachorowała. Uzdrowiona przez świętego ascetę w tym miejscu, bej jako wyraz wdzięczności przekazał te ziemie klasztorowi z Athosu. Według innej legendy, klasztor został poświęcony przez patriarchę Nektariusza w obecności bizantyjskiego cesarza Arkadiusza, który został uratowany przed rozbitą łodzią i pragnął oddać dziękczynienie Maryi. Obecna konstrukcja została w dużej części zbudowana w 1904 roku, na miejscu wcześniejszych świątyń. Na jednej z wysepek znajduje się kościół pod wezwaniem św. Mikołaja („του νοικοκύρη” – „gospodarza-opiekuna”). Na drugiej – kaplica Matki Bożej „Παναγίας Παντάνασσας”, gdzie przechowywana jest kopia cudownej ikony znajdującej się w Monasterze Vatopediu. Wnętrze posiada ikonostas i freski z XVIII/XIX wieku.



































Kawałek dalej jest wioska Glykoneri, gdzie na skrzyżowaniu drogi prowadzącej do Fanari, działa tradycyjny osiedle-muzeum grupy Sarakatsanowie (Σαρακατσάνοι) – pasterskiej społeczności o głębokiej tradycji w Grecji. Sarakatsanowie to grecka grupa etniczna zajmująca się tradycyjnie wędrowną hodowlą owiec i kóz (transhumancja) – latem na górskie pastwiska, zimą na niziny. Ich kultura, zwyczaje i styl życia są uznawane za część bogatego dziedzictwa kulturowego Grecji. Osiedle to służy nie tylko jako muzeum-na-wolnym-powietrzu, ale również jako miejsce spotkań i kultywacji kultury Sarakatsanów. Jednym z popularnych obrzędów odbywających się w tym miejscu jest Kalogiannia, które mają swoje korzenie w pradawnym zwyczaju m.in. związanym ze świętem Święto Narodzin Św. Jana Chrzciciela (24 czerwca) i dawnymi praktykami przedchrześcijańskimi. Podczas tych uroczystości młode kobiety wiązały bukieciki z określonymi roślinami („καλογιάννια”) i wykonywały obrzęd w czasie wieczornej ceremonii przy „κακκάβι” (– specjalne naczynie) i przy wspólnym śpiewie.







W dalszych planach mamy wyspę Thasos, ale dziś jeszcze nie chcieliśmy tam płynąc, bo jak by dali znać, że mamy przyjechać z kotami, to bez sensu zdobywać wyspę. Jednak dziś nie dostaliśmy wezwania, wiec chyba jutro zaliczymy wyspę i zostaniemy na weekend, bo pewnie w tym tygodniu wizyta nie dojdzie do skutku. Tym czasem znaleźliśmy fajne i ustronne miejsce na biwak koło wioski Lefkippos. Miejsce widokowe, nawet jest kran z wodą, a na samym cyplu kapliczka. Mamy też tu piękny widok na wyspę Thasos. Koty mogły tu trochę pobrykać, co prawda stała tu busem dziewczyna z Niemiec, ale jej piesek był na uwięzi.





































Powoli w kociaki wraca radość, jeszcze wczoraj nie interesowały ich kocie zabawki, dziś już Atena zaczęła wariować z myszką 😉




I tradycyjne zachód słońca na tle wyspy Thasos.

























Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
