Kierunek Jutlandia – startujemy

Od jakiegoś czasu święta bożego narodzenia, sylwester i nowy rok spędzamy na wyjazdach. Jest to dla nas dużo fajniejsze niż siedzenie za stołem. Taki sposób dla kogoś może być nie do przyjęcia, ale my nie jesteśmy wierzący, więc ten dzień nie jest dla nas szczególny pod względem wiry. Bardziej jako tradycja, wspomnienie z dzieciństwa. Dlatego też jest choinka w kamperze, są upominki i bardziej uroczysta kolacja.

Kierunek wyjazdu był już zaplanowany, czyli Dania, a dokładniej Jutlandia. Ale zanim zapadła decyzja, spytałem się córki jakie ma plany na święta, bo może chciała by do nas przyjechać i spędzić ten czas tradycyjnie. Ona też nie przywiązuje wagi do tego okresu i od jakiegoś czasu spędzała go sobie po swojemu. Jakie było moje zdziwienie, gdy stwierdziła, że chętnie by z nami gdzieś pojechała kamperem. Wiecie prawie 20 letnia panna i kamper, już od kilku lat nie chciała tak podróżować, choć jak była młodsza, to jej się bardzo podobało.

Wyjazd zaplanowaliśmy na 20 grudnia. My obrobiliśmy się w biurze, Zosia na uczelni i przyjechała z Warszawy do Wrocławia pociągiem. Tego dnia miała jeszcze zajęcia, których nie chciała opuścić, więc dotarła do nas około 18. W grudniu to już noc, ale mimo to jeszcze tego samego dnia ruszyliśmy w kierunku Niemiec. Można było poczekać do rana, ale po wprowadzeniu tymczasowych kontroli na granicy, w dzień tworzyły się korki. My zanim dotarliśmy do granicy, to zrobiła się późna godzina i przekroczyliśmy ją „z marszu”.

Dosyć dobrze się jechało, więc postanowiliśmy jeszcze trochę pojechać i minąć Berlin. Zaraz za Berlinem miałem zaznaczone miejsce na nocleg w miejscowości Fehrbellin. Zawsze gdy planuje jakiś wyjazd, to wyszukuje i zaznaczam sobie jakieś potencjalne miejsca na nocleg tranzytowy. Tak było i w tym przypadku.

Na miejsce dotarliśmy już dosyć późno. Po ciemku nie kombinowaliśmy, tylko wyszukałem równe miejsce i można było okręcić siedzenia i otworzyć piwo. Choć dziewczyny na tą okazję zażyczyły sobie Prosecco.

Oczywiście do Danii pojechała z nami też Parchatka, nasza kotka znajda. Jednak tego dnia nie było jej dane zwiedzić okolicę, mogła ją tylko obserwować przez okno. Zmęczeni długo nie siedzieliśmy, tylko grzecznie udaliśmy się spać, bo następnego dnia było dużo kilometrów do przejechania.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.