Z Gór Rodniańskich kierujemy się już powoli na zachód w stronę domu. Ale dziś jeszcze przejazd przez Maramuresz. Miejsca w których już byłem 6 lat wcześniej, ale nie była tu Kasia i Łukasz. Nie ma czasu na wszystko, więc planujemy kilka kilka perełek. Pierwszy przystanek robimy przy Muzeul Țărăncii Române w Dragomirești.
Muzeum mieści się w tradycyjnym drewnianym domu (na podmurówce z kamienia lub kamienia i suszonej cegły) pochodzącym z lat 1720–1722 , jednym z najstarszych w Dragomirești. Dom należał do Ileny Chișului, „niezamężnej, ponieważ jej mąż nie był jeszcze na świecie” – historia ta dodaje uroku temu miejscu i wyjaśnia symbol czerwonego garnka na szczycie drzewa garncarskiego. Pomysł założenia muzeum zrodził się w głowie Nicoary Timișa, kolekcjonera folkloru i pisarza, który uratował dom przed zagładą i w 2001 roku przekształcił go w muzeum. Jest to jedyne muzeum w Rumunii poświęcone wyłącznie kobiecie wiejskiej – jest to wyraz uznania dla jej centralnej roli w gospodarstwie domowym, społeczności, tradycjach i rodzinie. Na podwórku zwraca uwagę „drzewo garnkowe”: im zamożniejsza rodzina, tym więcej garnków; czerwony garnek na szczycie oznacza, że w rodzinie jest panna, którą można poślubić. Rzeźbiona Brama typowa dla Maramuresz z motywem koguta – symbolu miejscowości, a także sekwencje przedstawiające tradycje kobiece: panna młoda i pan młody, wilczyca z Romulusem i Remusem, grupa kobiet przy kołysce (co sugeruje, że tylko kobiety brały udział w chrzcie) itp.


Kawałek dalej można zobaczyć drewnianą cerkiew. Świątynia została wybudowana w 1722 roku. W 1936 roku została przeniesiona do Muzeum Național al Satului „Dimitrie Gusti” w Bukareszcie. Po reaktywacji parafii, w 1995 roku poświęcono plac pod budowę świątyni przez biskupa Luciana Mureșana. W roku 2000 nowa drewniana cerkiew została oficjalnie poświęcona przez biskupa Ioana Șișeșteana oraz metropolitę Luciana Mureșana.

Kolejną ciekawą marmaroską światynię można zobaczyć w miejscowości Bogdan Vodă. Biserica „Sfântul Nicolae” znajduje się w centrum wsi Bogdan Vodă, na terenie starego cmentarza. Miejscowość Bogdan Vodă dawniej nazywała się Cuhea; nazwa została zmieniona w 1970 roku, by uhonorować miejscowego władcę Bogdana, który opuścił Maramureș i założył Księstwo Mołdawii. Kościół został wzniesiony po inwazji tatarskiej z 1717 roku – razem z kolejnym na tym samym miejscu po spaleniu poprzedniej świątyni. Data budowy podawana przez źródła to 1718, choć część badaczy wskazuje na rok 1754. Malowidła ścienne zostały wykonane w 1754 roku z inicjatywy fundatorów: szlachcica Pan Vasili Samplocțaia, jego żony Ioana i ich siedmiorga dzieci. Ikonostas jest bogato rzeźbiony, z licznymi ikonami.

Mănăstirea Bârsana to jeden z najsłynniejszych klasztorów drewnianych w Maramureș, regionie w północnej Rumunii. Leży w malowniczej dolinie rzeki Iza, w pobliżu miejscowości Bârsana, i stanowi wyjątkowy przykład tradycyjnej architektury drewnianej oraz duchowego dziedzictwa tego regionu. Pierwsze wzmianki o klasztorze pochodzą z XIV wieku (1360 r.). W XVII wieku był ważnym ośrodkiem duchowym i kulturalnym, szczególnie w czasach prześladowań religijnych. Stary kościół klasztorny, przeniesiony w XVIII wieku na wzgórze w Bârsanie, obecnie znajduje się na liście UNESCO jako część zespołu drewnianych cerkwi Maramureșu. W 1993 roku rozpoczęto budowę nowego kompleksu monastycznego, który dziś zachwyca rozmachem i kunsztem rzemieślniczym. Klasztor składa się z kilku drewnianych budowli wzniesionych w tradycyjnym stylu maramureskim: wysokie, smukłe wieże, strome dachy, rzeźbione ganki i detale ornamentalne. Najważniejszym elementem jest nowa cerkiew klasztorna pw. Soboru Świętych Dwunastu Apostołów, o imponującej wysokości ponad 57 metrów – należy do najwyższych drewnianych cerkwi na świecie. Kompleks otoczony jest ogrodem i dziedzińcem, co tworzy atmosferę spokoju i kontemplacji. W klasztorze mieszka wspólnota żeńska, a miejsce to pełni funkcję zarówno ośrodka życia monastycznego, jak i ważnej atrakcji turystycznej.





Na koniec została nam Săpânța i atrakcja tej wioski Wesoły Cmentarz. Cimitirul Vesel, to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc pamięci na świecie. Zamiast ponurej, poważnej atmosfery, panuje tam kolorowy, niemal radosny nastrój, który odzwierciedla lokalne podejście do śmierci – traktowanej jako naturalna część życia, często z nutą humoru. Kolorowe nagrobki – niemal wszystkie wykonane są z drewna i pomalowane intensywnym błękitem, zwanym nawet „błękitem z Săpânțy”. Ozdabiają je ludowe motywy, kwiaty i symbole. Rzeźbione wizerunki zmarłych na nagrobkach pokazują ich codzienne życie: przy pracy, w tradycyjnych strojach, a czasem w scenach ukazujących okoliczności śmierci. Każdy krzyż zawiera krótki, rymowany tekst, często napisany z przymrużeniem oka. Bywają one autoironiczne, żartobliwe, a nawet dosadne. Twórcą tej niezwykłej nekropolii był Stan Ioan Pătraș (1908–1977), miejscowy artysta ludowy, który w latach 30. XX wieku zaczął rzeźbić pierwsze kolorowe krzyże. Po jego śmierci tradycję kontynuują uczniowie i następcy, a cmentarz wciąż się rozwija. W 1999 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO (w ramach tradycji i kultury Maramureszu).








Po spacerze po cmentarzu pojechaliśmy w głąb wioski w poszukiwaniu jakieś studni z wodą, bo chcieliśmy uzupełnić jej zapasy. Podczas poszukiwań odkryliśmy przypadkowo drugi wesoły cmentarz w Săpânța, starszy, zarośnięty i zapomniany. Chyba możemy śmiało nadać sobie tytuł odkrywców tej nekropoli, jeśli chodzi o polskich turystów. Nie było go wtedy na mapach Google, w przewodnikach i w internecie. Po powrocie rozpowszechniłem tą informacje i lokalizacje w serwisach internetowych i tak stała się znana również na polskim rynku 😉






Pozostało nam jeszcze znaleźć jakiś ostatni biwak na ziemi rumuńskiej. Trafił się na południe od wioski, nad górskim strumieniem. Pamiętam, że na polance stał jeden kamper na niemieckich blachach. My zrobiliśmy oczywiście ognisko, przy którym siedzieliśmy do późnego wieczora, a Niemcy jeszcze przed zmrokiem zamknęli się w kamperze. Dziwiliśmy się wtedy temu, takie fajne miejsce, możliwość posiedzenia przy ogniu, a oni w kamperze. Teraz z perspektywy czasu się z tego śmiejemy, bo często sami tak robimy. Jeżeli się już mieszka w kamperze, to uwierzcie, nawet ogniska mogą się znudzić 😉


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
