Rano przywitała nas zimnica i deszcz, a miało być jeszcze gorzej. Nie przeszkodziło to serii kolejnych odwiedzin. Pierwszy pojawił się Grzesiek, a po nim Paweł z Moniką. Od Pawła kupiliśmy kiedyś przyczepkę campingową, potem był uczestnikiem kilku zlotów Grupy Biwakowej, a dziś zawitali w Bieszczady. Jakieś skromne śniadanie pod wiatą, a kto mógł to i piwo lub wino. Tylko Andrzej przespał cały poranek. Malwina z Krzyśkiem zapraszali nas do siebie do pensjonatu w Cisnej, ale ostatecznie ruszyliśmy w innym kierunku.



Zapadła decyzja, jedziemy do Ustrzyk Górnych, do Zajazdu pod Caryńską. Pogada barowa, więc trzeba w tym barze posiedzieć. Poskładaliśmy zabawki i w drogę, na każdej przełęczy waliło śniegiem. Jabłońska Góra, Wyżna i Wyżniańska. Zajazd pod Caryńską, to miejsce bliskie memu sercu, balowało się tam wieki temu. Przywitanie, Seba jest na posterunku, więc zaczynamy się raczyć trunkami i dobrym obiadem. Po nas dojeżdża Andrzej i Paweł z Monikom. Jak to w zajeździe, impreza kończy się nad ranem 😉 Jutro dojedzie Manio z gitarą, więc też lekko nie będzie 😉








Zajazdowe lisy mają się dobrze 😉



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
