Jedzie bania

Dzień rozpoczął się dosyć spokojnie. Od 5 rano kawka, praca przy kompie i oczekiwanie jak wstanie towarzystwo. W międzyczasie podlałem sadzonki brzozy, które zakupiliśmy do obsadzenia parcel. Za kilka lat dadzą trochę cienia.

Śniadanie dziś z rusztu i kaszanka z kiszoną kapustą.

Po śniadaniu wysłaliśmy Gabi z Darkiem na szlaki Poleskiego Parku Narodowego. Wsiedli w naszą paskudę i pojechali na ścieżkę przyrodniczą Czahry. Ja w tym czasie zabrałem się za malowanie, a Kasia wjechała z porządkami do kampera, bo stał opuszczony na podwórku i nie było do tej pory czasu go posprzątać po ostatnich wyjazdach.

Kotom już się znudziła wolność i całodniowe łażenie się po okolicy. Uwaliły się w pokoju gościnnym i przespały pół dnia. Chyba się przyzwyczaiły do podróży i do tego, że codziennie miały inny teren do penetracji, bo ewidentnie się nudą.

Po powrocie z wycieczki Darek nie odpuścił i koniecznie chciał coś pomóc. Wbił w gołębnik i rozebrał go w drobny mak. Pewnie nie było by po nim śladu, gdyby nie nagły telefon, ale o tym za chwilę.

Dla ciężko pracujących na grillu dochodziła już karkówka i po chwili zasiedliśmy do obiadu w plenerze.

Po obiadku miał być już tylko odpoczynek, choć Darek chciał jeszcze dokończyć gołębnik, aż tu nagle wspomniany telefon. Dzień dobry, mam już dla pana banię i jutro pod wieczór mogę przywieść. No super, tyle że tydzień wcześniej niż miała być. No to zamiast odpoczywać, to taczka, łopaty w ruch i szykujemy pod nią miejsce. Udało się zniwelować teren, podsypać, wyrównać i rozłożyć geokratę. Jutro drobne poprawki i zasypywanie kraty. Jest szansa, zę jutro będziemy moczyć dupki w gorącej wodzi 🙂

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.